05 Maj 2010
Ponury chichot Putina
Tagi : dziennikarstwo, Fakt, katastrofa, Katyń, media, Putin, Smoleńsk, tusk
Dzisiejszy odcinek to tłumaczenie art. rosyjskiego komentatora Georgija Gorfina. Ten tekst ktoś próbował umieszczać na stronie Salonu 24, administrator skutecznie go kasował. Ktoś w końcu wysłał go do nas jako wiadomość – z linkiem do oryginału. Przerażający tekst. Przeraża żelazną logiką, popartą wiedzą o putinowskiej Rosji, o putinowskich realiach. Przeczytajcie zresztą sami…
Dawid
http://www.rupor.info/analitika/2010/05/01/v-ubi…
“W zabójstwie Lecha Kaczyńskiego widać styl Putina”
Teraz, gdy ciała Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego współtowarzyszy spoczywają w ziemi, najwyższy czas, aby wymienić tych, którzy zorganizowali katastrofę samolotu, dobijanie w miejscu upadku samolotu ocalałych Polaków i nieustannie dezinformują światową społeczność co do wyników tak zwanego „śledztwa”. Wiadomo, że „śledztwo” katastrofy przebiega pod kierownictwem tych samych osób, które zorganizowały rozbicie się samolotu i posłały komandosów do „oczyszczenia terenu” z tych, którzy przeżyli. Wiadomo, jakie będą „wyniki śledztwa” przeprowadzonego przez osoby, których głównym zadaniem jest zatarcie śladów zbrodni. Gdy ci sami zabijają i ci sami prowadzą śledztwo, sprawcy zazwyczaj pozostają niewykryci. Jednakże istnieje światowa społeczność. Potomek jednego z naszych kolegów znajdował się na stanowisku, przez które przechodziło duża ilość pierwotnych informacji z miejsca katastrofy. Wiele szczegółów znamy z pierwszej ręki. Porównanie tekstów rosyjskiej propagandy z materiałami pochodzącymi ze źródeł pierwotnych umożliwia wniesienie poprawek do powszechnie znanych informacji. Niech będzie to naszym wkładem w śledztwo jednej z najbardziej bezczelnych zbrodni 21 wieku. Poprawka pierwsza. Powszechnie wiadomo, że od pierwszych minut po katastrofie zamiast informacji płynących z lotniska „Północne”, w eter poszła pośpiesznie sklecona dezinformacja kiepskiej jakości.
Dezinformowano dokładnie o wszystkim, co się działo naprawdę. O gęstości mgły, o dźwiękach, jakie słyszeli spotykający. O czterech podejściach do lądowania. O rzekomym rozkazie samego Kaczyńskiego posadzić samolot w Smoleńsku. O tym, że w ten sam sposób omal nie doprowadził do rozbicia samolotu w Gruzji. O zachowaniu różnych służb oraz rzekomej „barierze językowej”. O tym, o czym naprawdę zeznawali miejscowi mieszkańcy, przede wszystkim lotnicy i pracownicy lotniska. O każdy drobiazg.
Mieliśmy możliwość odtworzenia procesu powstawania czekistowskiego kłamstwa w trybie on line. Wyraźnie zarysowały się dwie tendencje. Jedna polega na przeinaczaniu wiadomości tak, że dane wyjściowe stają się zupełnie różne od danych wejściowych. Często są wręcz przeciwieństwem informacji, która rzekomo była podstawą ogłoszonych oficjalnych komunikatów.
Zestawienie wiadomości na wejściu i wyjściu w trybie online pozwala na stwierdzenie, że wszystkie materiały bez wyjątku były poddawane przeróbce według jednej konkretnej „odgórnej” wytycznej. Taka przeróbką zajmowali się nie tylko dziennikarze poszczególnych czasopism (choć oni także), ale przede wszystkim oficjalne rosyjskie agencje informacyjne.
Wszystkie rosyjskie agencje informacyjne i mass media – „przekaziory” musiały przekonać swoich czytelników, słuchaczy i widzów, że „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.
Drugą tendencję tworzenia czekistowskiego kłamstwa w trybie online można określić następująco: na wejściu całkowity brak jakichkolwiek informacji z miejsca zdarzenia. Natomiast na wyjściu – niewiadomo skąd pojawiają się „wiarygodne wiadomości”, w tym rzekome informacje z ostatniej chwili z miejsca katastrofy. Informacje te oczywiście nie pochodzą z miejsca upadku samolotu. Chyba nie ma potrzeby wyjaśniać, że najczystsze wymysły na wyjściu preparowano według wspomnianej już dyrektywy – „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.
Z pierwszej poprawki wynika, że wytyczna, według której zbierano się do kłamania po katastrofie, została opracowana jeszcze przed rozbiciem samolotu Lecha Kaczyńskiego. Natomiast zamieszanie i rozbieżności były spowodowane przede wszystkim przesadnym wysiłkiem kremlowskich propagandystów, którzy starali się ze wszystkich sił, by skłamać jak najbardziej wyraziście i przekonująco.
W pierwszych minutach zdarzenia nie mogą pojawiać się jasne i jednoznaczne informacje. Dla porównania przypomnijmy sobie przynajmniej jeden przykład, jak zachowują się kremlowskie agencje informacyjne i mass media, gdy nie ma żadnej zawczasu przygotowanej wytycznej. Gdy zmarł pierwszy prezydent Rosji Borys Jelcyn, wszystkie rosyjskie mass media przez kilka godzin milczały, jakby wepchnęły języki w jedno miejsce. Wszystkie duże zachodnie już dawno ogłosiły tę wiadomość, gdy na Kremlu dopiero opamiętano się i wydano wskazówkę, jak i co ogłaszać.
Po katastrofie samolotu Lecha Kaczyńskiego wskazówka „jak i co ogłaszać” pojawiła się od razu. Oznacza to, że były osoby odpowiedzialne, które zawczasu wiedziały, że samolot spadnie.
Poprawka druga. Nasi eksperci obejrzeli wszystkie dostępne materiały wideo i doszli do następującego wniosku. Nawet gdyby straż pożarna w ogóle nie przyjechała i wszystkie te fragmenty samolotu, które żarzyły się w pierwszych minutach filmowania (materiał wideo Andrieja Mienderieja), spłonęły całkowicie, nie mogło być mowy o żadnych „dwudziestu nierozpoznawalnych zwłokach”. Nawet przy tym stromym stopniu kątowym, pod jakim zwalono samolot prezydenta Polski.
Nie mówiąc już o tym, że pożar szybko zgaszono (widać to na późniejszych zdjęciach tych samych fragmentów samolotu) oraz że traf chciał, iż większość „nierozpoznawalnych” to wojskowi i ochroniarze prezydenta. Nie da się zwrócić bliskim ciała „ofiary katastrofy lotniczej” z rosyjską kulą w głowie, jak w 1940 roku.
Takie zwroty jak „uspokój się!”, „nie zabijajcie nas!”, „patrz mu w oczy!”, „dawaj pistolet!” w języku polskim mogły zostać wypowiedziane tylko przez pasażerów samolotu. Natomiast komenda w języku rosyjskim: „Wszyscy z powrotem, wychodzimy stąd!” mogła być oddana przez dowódcę oddziału specjalnego, który rozstrzeliwał rannych Polaków.
O innych momentach w filmie nawet nie ma co mówić. Kto jeszcze wczesną wiosną – 10 kwietnia, rankiem, mógł stać w samej białej koszuli w zimnych smoleńskich lasach, obok samolotu, który przed chwilą runął, oprócz członka załogi? Inne znane i bezpośrednie dowody Katynia – 2 każdy zdrowy człowiek może zobaczyć sam.

Swoją drogą, nasz kolega – w przeszłości starszy oficer oddział specjalnego Ministerstwa Obrony, twierdzi, że po zawaleniu operacji (wideo, które zdążył sfilmować Andriej Mienderiej) jej wykonawcy już nie żyją. Tak samo jak i strzelcy drugiego eszelonu – ci, którzy brali udział w likwidacji nieudolnego oddziału specjalnego.
Polacy, którzy przeżyli katastrofę, zrozumieli, że komandosi „w czarnych ubraniach” (w filmie) przyszli ich zabić i odstrzeliwali się. To słychać w filmie. Wykonawcy dyspozycji Putina „pracowali” z tłumikami. Ale nagranie wideo z dźwiękiem i widokiem zarówno atakujących jak i ocalałych zdemaskowało wszystkie ich wybiegi.
Dlatego jedne „rosyjskie osoby oficjalne” przez dwa tygodnia nie mogą podrobić treści „czarnych skrzynek”, a drugie, pojąwszy, że sprawa pali się, puściły do mass mediów balon próbny na temat „kaukaskiego śladu” w rozbiciu się samolotu prezydenta Polski. Ciąg dalszy nastąpi, rosyjskie i polskie „osoby oficjalne” dopiero rozpędzają się. Jednakże nie zdołają już zatrzeć śladów.
Z drugiej poprawki dochodzimy do wniosku, że „oficjalne dane” na temat „materiału genetycznego” zamiast ciał 21 Polaków nie są zgodne ze stanem szczątków samolotu. Oznacza to, że zginęli z innej przyczyny. Przyczynę tę wyjaśnia film Andrieja Miendierieja. Poprawka trzecia. Wszyscy eksperci jednogłośnie przytoczyli paralelę z niedawnego upadku samolotu przy lądowaniu na lotnisku Domodiedowo w Moskwie. Ale warunki tam były zupełnie inne. Załoga samolotu Ту-204 lecącego z Egiptu była na nogach od wczesnego ranka, czyli prawie całą dobę. Po odlocie z Moskwy do Hurghady nastąpiło krótkie spięcie kabla i pojawiło się dymienie. Po przebyciu sporej odległości trzeba było zawracać. Oczywiście nerwy wszystkich były napięte.
Po wymianie instalacji załoga tym samym samolotem, z tymi samymi pasażerami znowu poleciała do Hurghady. Trzeba było namawiać i uspokajać pasażerów, że nie ma więcej żadnego niebezpieczeństwa. Bezpośredni lot do Hurghady trwa, w zależności od typu samolotu, około 5 godzin. Przylecieli do Egiptu. Z uwzględnieniem awaryjnego powrotu i remontu, załoga Ту-204 miała już przepracowane 9 godzin. Norma godzin lotu została wyczerpana. Normalnie należało iść odpocząć.
Co robić – zamawiać hotel i płacić za postój samolotu? Strata tym większa, że planowych pasażerów już wywieziono na lot powrotny. Kompania lotnicza za to nie podziękuje. Zgodzili się więc lecieć z powrotem.
Niedaleko od Moskwy popsuł się sprzęt nawigacyjny. W odróżnieniu od polskiego samolotu panowała głęboka noc, i 21-22 marca nad całą Moskwą stała gęsta mgła. Lądowanie według przyrządów „koszących” nie udało się, załoga zmęczona i rozdrażniona, a tu jeszcze radiowy wysokościomierz zawył. Dokucza, że niby to ziemia jest blisko – a idź ty…! W rezultacie – typowy błąd zaufanego do siebie doświadczonego pilota, który setki razy sadzał samolot w podobnych warunkach. Prawie na lotnisku macierzystym.
Na smoleńskim lotnisku „Północny” nic podobnego nie miało miejsca. Nie była to noc, nie było takiej mgły, załoga nie była zmęczona, nie musiała spędzić całego dnia w napiętej i nerwowej atmosferze. Sytuacja normalna, załoga wypoczęta i czujna. Sprzęt nawigacyjny pracuje doskonale, aż do postronnej ingerencji w sterowanie samolotem na małej wysokości.
Z trzeciej poprawki dochodzimy do wniosku, że warunki pogodowe i stan załogi w danym przypadku nie mogły być główną przyczyną katastrofy.
Poprawka czwarta. Oba samoloty, których wypadki były porównywane przez ekspertów, są podobnego typu. W Smoleńsku ТU-154, w Domodiedowo ТU-204. Samolot, który leciał z Hurghady, też spadł do lasu, i także oderwało mu skrzydła. W efekcie – dwie osoby w oddziale reanimacji, reszta odniosło rany różnego stopnia ciężkości. Po upadku w lesie samolotu podobnego typu w chwili znalezienia szczątków Tu-204, który leciał z Hurghady, wszystkie osoby żyły!
Rzecz jasna, jest różnica między upadkiem samolotu z kilkoma członkami załogi (ТU-204 w Domodiedowo) a upadkiem samolotu z 96 osobami na pokładzie. Ale samolot polskiego prezydenta był załadowany mniej niż na dwie trzecie. Pokład ТU-154 może mieścić 163 osoby. Jeśli samolot jest załadowany mniej niż na 2/3, można nim sterować bez trudu.
Następna okoliczność – polski samolot po zaczepieniu skrzydłem drzew obrócił się. Jednakże podczas lądowania załoga i pasażerowie muszą mieć zapięte pasy. Nie ma powodu do przypuszczenia, że tego przepisu nie przestrzegano przy lądowaniu w niezbyt gęstej, ale jednak mgle.
Ostatnia okoliczność mogąca wpłynąć na liczbę ofiar śmiertelnych to kąt ataku samolotu w momencie uderzenia o ziemię. Istnieje informacja od doświadczonych lotników wojskowych, że TU-154 Lecha Kaczyńskiego „schodził do lądowania, jak myśliwiec”. Czyli pod bardziej stromym kątem niż zwyczajnie. To faktycznie może zwiększyć liczbę ofiar śmiertelnych. Świadczą o tym także szczątki samolotu oraz ich rozmieszczenie.
Wersja oficjalna – „podczas katastrofy zginęli wszyscy”. Orzeczenie ekspertów: prawdopodobieństwo zgonu wszystkich co do jednej osoby w samolocie polskiego prezydenta jest takie same, jak gdyby woda z odkręconego kranu poleciała do góry zamiast na dół – prosto do sufitu. Innymi słowy, prawdopodobieństwo, że w tej katastrofie zginęły wszystkie 96 osób znajdujących się na pokładzie samolotu TU-154, jest zerowe. Z czwartej poprawki dochodzimy do wniosku, że w każdym przypadku ktoś z pasażerów musiał przeżyć katastrofę polskiego samolotu, a może nawet uniknąć zranień. Wszyscy zginąć mogli tylko w jednym przypadku: jeżeli oddział specjalny dobił ich już po upadku.
Nie jesteśmy w stanie nawet wymienić liczby dostrzelonych – liczba ta waha się od 10 do 21 osób. Zgodnie z oceną najbardziej doświadczonych ekspertów, nierozpoznawalnych (zmasakrowanych lub spalonych) mogło być najwyżej 10 – 12 ciał. Nie wszyscy podczas katastrofy znajdowali się w przedniej części samolotu. Płomień szybko zgaszono. Naprawdę nie rozpoznawalnych zwłok na miejscu upadku zapewne było bardzo mało lub nie było w ogóle. A więc „jedynie materiał genetyczny pozostały po 21 osobach”, o którym mowa w wersji FSB, w rzeczywistości jest liczbą osób, którzy przeżyły katastrofę prezydenckiego samolotu Lecha Kaczyńskiego. Dobili ich rosyjscy komandosi, po czym wywieźli i zamienili w kawałki spalonego mięsa, aby ukryć ślady zbrodni.
Poprawka piąta. W jaki sposób zorganizowano rozbicie samolotu polskiego prezydenta? Eksperci nam wyjaśnili, że to bardzo proste. Samolot został strącony przez rosyjskie specsłużby na małej wysokości, po podmianie parametrów lądowania. Tego dokonać można kilkoma sposobami. Na przykład, poprzez sekundowe zmanipulowanie systemu naprowadzania na niedużym wysokości tuż przed lądowaniem.
Albo poprzez impuls elektromagnetyczny skierowany do bocznych kanałów sterowania samolotem (sterów, lotek) przed lądowaniem. Piloci wszystko widzieli i rozumieli, ale nic już nie mogli zrobić. Zabrakło czasu.
Właśnie dlatego, aby ukryć ślady zbrodni, ocalałych członków załogi i tych, którzy mogli słyszeć ich rozmowy, należało dobić na ziemi.
Wykonawcy rozkazu Putina przeliczyli się jednak w tym, że wśród ocalałych były osoby uzbrojone i odważne, które nawet w tej sytuacji stawiały czynny opór. Oddział specjalny nie mógł bez przeszkód powystrzelać rannych Polaków w przewidzianych ramach czasowych. Musiał zatrzymać się na miejscu kaźni, gdzie ich zastały osoby, które przybiegły na miejsce katastrofy, przede wszystkim Andriej Mienderiej, który nagrywał sytuację kamerą.
Następnie wszystko potoczyło się dokładnie według przewidzianego w Kremlu planu. Miejsce katastrofy zostało otoczone, nikogo nie przepuszczano, a ciała ofiar katastrofy lotniczej i zastrzelonych na ziemi wywieziono. Ślady napadnięcia i egzekucji zostały usunięte.
Ta poprawka jest kluczem do zrozumienia, co się zdarzyło; wyjaśnia ona wszystko, i komentarze tu nie są potrzebne. Poprawka szósta. Dlaczego Putin postanowił popełnić zbrodnię na swoim terytorium? Zdaniem ekspertów, w ten sposób strącić samolot i zapewnić wiarygodne przykrycie aktu terrorystycznego można jedynie na terytorium całkowicie kontrolowanym przez rosyjskie służby specjalne.
Po pierwsze, niezbędnego impulsu elektromagnetycznego nie można nadać na odległość tysięcy kilometrów. A na system naprowadzania oddziaływać można tylko ten, kto siedzi za pulpitem kontrolera lotów lub kontroluje go z zewnątrz. Ale owo „z zewnątrz” powinno być tuż obok, na niedużej odległości.
Po drugie, na swoim terenie są najlepsze możliwości zatarcia śladów. Co miało miejsce od pierwszej sekundzie po katastrofie, ma miejsce obecnie i dopiero nastąpi, gdy zaczną ogłaszać wyniki oficjalnego „wspólnego” śledztwa. Eksperci wymienili mnóstwo pozycji. Niezbędność dwukrotnej wymiany fizycznych źródeł zakłóceń – „żarówek” przed przylotem samolotu Kaczyńskiego i od razu po katastrofie.
Dostrzelić tych, którzy przeżyli, rozerwać na strzępy i spalić ciała zastrzelonych pasażerów i członków załogi. Zapewnić „tajemnicze zniknięcie” dowodów, na przykład, broni, z której odstrzeliwali się ochroniarze Lecha Kaczyńskiego i wojskowi, którzy przeżyli katastrofę.
Wyszukiwać naboje wystrzelone przez oddział specjalny i polskich wojskowych w szczątkach samolotu i drzewach w miejscu egzekucji. Podrabiać wskazania „czarnych skrzynek”. Podawać wykaz pogody oraz inne parametry katastrofy niezbędne do potwierdzenia fałszywej wersji o rzekomej „winie załogi, która nie zdołała wylądować w trudnych warunkach pogodowych”. Itd.
Z szóstej poprawki dochodzimy do wniosku, że rozwiązanie techniczne zamachu, a przede wszystkim „środki przykrycia” wymagały, aby samolot został strącony na terytorium kontrolowanym przez putinowskie specsłużby. Przechodzimy do poprawki siódmej – „celowości politycznej” (z punktu widzenia Kremla) tego aktu terrorystycznego.
Lech Kaczyński był względnie bezpieczny, dopóki Putin nie upatrzył sobie „polskiego Janukowycza” – ciężko myślącego „przyjaciela Rosji”, polskiego premiera Donalda Tuska. Był to zwrot, po którym czekistowską wierchuszkę Rosji zajmowało tylko jedno: jak przeczyścić drogę dla swojej marionetki lub komuś podobnego z tegoż grona „przyjaciół Rosji”. Wiedząc o zwyczajach i wcześniejszych czynach Putina, nietrudno domyśleć się, w jaki sposób planowali tego dokonać. Co i jak oni zrobili, cały świat dowiedział się rankiem 10 kwietnia.
Z siódmej poprawki dochodzimy do wniosku, że stawka Kremla na „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska, jego towarzyszy i elektorat uruchomiła mechanizm fizycznej likwidacji Lecha Kaczyńskiego. Najlepiej razem z najwybitniejszymi jego zwolennikami. Metody – najzwyczajniejsze z arsenału Putina oraz jego towarzyszy z KGB.
Poprawka ósma. Na co liczyli organizatorzy zamachu w tak ryzykownej sprawie? Przecież skutki naprawdę mogą być – i niechybnie będą – najbardziej niekorzystne dla Kremla. Nic nowego: tak samo, jak i w ciągu ostatnich dziesięciu lat, stawiano na najzwyczajniejszych durniów.
Przywódców państw zachodnich na Kremlu zawsze uważano za nieco głupawych. Takich, którzy przysłuchują się opinii swojego społeczeństwa i obnoszą się z jakimiś prawami człowieka, jak kurwa z kapeluszem. Tę tezę ja mogę uzasadnić i zaświadczyć osobiście.
Na Kremlu po dziś dzień uważają, że nikt nie uwierzy, iż lider Federacji rosyjskiej mógł zdecydować się na coś takiego. Zobowiązać swoich podwładnych do zorganizowania zabójstwa prezydenta innego państwa na swoim terytorium! Nie uwierzą także własnym oczom i uszom. Nawet gdyby politykom i mieszczanom z krajów dobrobytu zostały przedstawione niezbite dowody – i tak nie uwierzą.
W głowach zachodnich obywateli są własne wyobrażenia na temat granic kremlowskiego podstępu. Takie ryzyko! Takie okrucieństwo! Po co? Moi drodzy, przecież to Rosja! Tu nigdy nie było inaczej. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!
I nikt z zadowolonych sobą mieszczan nie przypomni sobie prawdziwej twarzy Putina, gdy ten w porywie nieokiełznanego gniewu obiecał „powiesić za jaja” prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Mówił to w obecności przywódców krajów zachodnich.
Nikt nie przypomni sobie szczerego żalu Putina, że nie udało się do końca otruć Wiktora Juszczenki. Prezydenta Ukrainy – państwa, które, zgodnie z publiczną wypowiedzią Putina, „w ogóle nie istnieje”.
Nikt nie przypomni sobie nadania przez Putina trucicielom prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki stopni generałów rosyjskich resortów siłowych i specsłużb.
A przecież Lech Kaczyński był trzecim prezydentem sąsiedniego państwa po Saakaszwilim i Juszczenką, którego Putin nienawidził bardziej od pozostałych. Nikt nie spodziewał się takiego spotkania? Do tego jest szkoła rosyjskich specsłużb. Wśród ścian KGB Putin był długo szkolony do działań zaskakujących i niespodziewanych dla przeciwnika.
Z ósmej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze mordował ludzi, których uważał za swoich wrogów. Przy czym zawsze ryzykował, przeprowadzając najbardziej skandaliczne operacje specjalne, w tym za granicą. Lech Kaczyński znajdował się w pierwszej trójce wrogów Putina i był jedynym, do którego mógł dobrać się. A tu jeszcze „polski Janukowycz” nadarzył się.
Co zaś tyczy się liczenia Kremla na beznadziejne durnie, którzy nie dadzą wiary nawet niezbitym dowodom popełnionej zbrodni, to na dzień dzisiejszy sprawdza się to nawet w Polsce. Poprawka dziewiąta. Każdy człowiek posiada swoją „firmową” cechę określającą jego postępowanie. Posiada ją także Putin. Zachód tak i nie potrafił prawidłowo odpowiedzieć na pytanie: „Who is Mister Putin?”. Słusznie zauważono jego skłonność do rozwiązań siłowych, ale to drobiazgi.
Wyróżniająca cecha Putina od razu rzuca się w oczy. Jest to skrajne okrucieństwo na granicy szaleństwa. Uczniowie w Biesłanie we wrześniu 2004 roku. Rozkaz Putina – przerwać negocjacje i zielone światło do spalania dzieci z dział czołgów. W efekcie – ponad 350 ofiar śmiertelnych, grubo ponad 500 rannych, włącznie z najlepszymi komandosami rosyjskich oddziałów specjalnych wystawionych na ogień zaporowy powstańców. Ogromna ilość inwalidów.
Zakładnicy w teatrze muzycznym „Nord-Ost” na moskiewskiej Dubrowce w październiku 2002 roku. Powstańcy zabili trzech osób, na rozkaz Putina otruto co najmniej 174 widzów spektaklu. To tylko te ofiary śmiertelne, których rodzinom udało się udowodnić ich nazwiska. Fałszywej oficjalnej liczby nawet nie warto wymieniać.
Od swojego patrona nie odstają zaufani Putina, na przykład, „mały Kadyrow”. Dzisiaj oni popełniają bestialstwa, które raz już były poddane ocenie prawnej w Norymberdze. Całe najbliższe otoczenie Putina to naturalni kandydaci na ławę oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Wojennego. Co jeszcze należy wiedzieć, aby przewidzieć postępowanie Putina i jego podwładnych przy spotkaniu zajadle znienawidzonego na Kremlu prezydenta sąsiedniego państwa?
Z dziewiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i 95 jego współtowarzyszy pasuje do podstawowej charakterystyki Putina tak samo dokładnie, jak nabój do komory.
Poprawka dziesiąta. Punkty przełomowe w biografii Putina. Są monotonne, ale bardzo wymowne w świetle zabójstwa Lecha Kaczyńskiego oraz znacznej części polskiej elity. Czy pozostały jeszcze jakieś wątpliwości, gdy jesienią 1999 roku wysadzono domy w Moskwie i Wołgodońsku? Przy czym na poziomie rządowym zawczasu wymieniono miejsce wybuchu! Nawet Adolf Hitler nie pozwalał sobie wysadzać spokojnie śpiących Niemców. Ograniczył się do podpalenia Reichstagu.
A nieprzerwany szereg „tajemniczych” zabójstw poważnych przeciwników politycznych Putina, obrońców praw człowieka, dziennikarzy, przedstawicieli organizacji młodzieżowych i publicznych? Od momentu, gdy Putin otrzymał władzę, zabójstwa polityczne w Rosji i poza jej granicami stały się codziennością.
Bezbronnym kobietom w bramie strzelają w plecy lub mordują prosto w putinowskiej milicji. Zdrowych mężczyzn wyrzucają przez okna, trują i strzelają zza rogu. Aby złamać niepokornych, rosyjskie struktury siłowe spalają ich domy, porywają ich dzieci i mordują ich rodziców. O czym jeszcze trzeba wiedzieć, aby po kolejnej zbrodni władzy rosyjskiej nie ględzić: „Tego nie może być! Na to nikt nie pójdzie!” i podobne głupoty.
Z dziesiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że cała dotychczasowa biografia Putina jest nasycona takimi samymi monotonnymi zbrodniami, jakie popełniono 10 kwietnia na lotnisku „Północne”. Byłoby nawet nieco dziwne, gdyby Putin nie spróbował przynajmniej otruć swoich wrogów.
Teraz podchodzimy do istoty zagadnienia. Pozycja jedenasta – styl Putina. Postępowanie każdego zbrodniarza posiada charakterystyczne cechy i niuanse, które są nie do podrobienia. Nawet gdyby ktoś bardzo tego chciał – nie da rady.
Przyjrzyjmy się przykładom.
Akt terrorystyczny w lutym 2004 roku w stolicy Kataru Ad-Dauhy. Wysadzono znienawidzonego przez Kreml Zelimchana Jandarbijewa oraz jego 13-letniego syna. Źle przygotowani dywersanci z Moskwy wpadli jak frajerzy. W wynajętym samochodzie zostawili skrawki kabli i kawałki taśmy izolacyjnej. Zostali schwytani , jak należało. Putin dopiął, aby zwrócono ich Moskwie.
A teraz uwaga! Podchodzimy do najważniejszej rzeczy. Przekazanych z Kataru bandytów średniej rangi na lotnisku spotykano jak głowy obcych państw. Są teraz bohaterami i przykładem dla kremlowskiej młodzieży.
Tu właśnie kryje się charakterystyczny wykrętas jego stylu. Jest to, można rzec, podpis Putina pot tymi zbrodniami, których ideowym inspiratorem on był, jest i będzie, aż zasiądzie na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału. Jest to styl Władimira Władimirowicza Putina. Ta właściwość stylu rozszyfrowuje się następująco: oficjalnie nic wspólnego z tym nie mamy, ale wszyscy muszą wiedzieć i rozumieć, że tylko my mogliśmy uczynić coś takiego! I tak będzie ze wszystkimi, kto wystąpi przeciwko nam!
Przykładów są tysiące. Znane są przeważnie te zbrodnie, w sprawie których prowadzono śledztwa w innych krajach. Na przykład, sprawa otrucia Saszy Litwinienko. Jego truciciela nazwiskiem Ługowoj demonstracyjnie mianowano do Państwowej Dumy. Macie wy wszyscy, Europejczycy i inni Anglicy! Żeby wszyscy wiedzieli, kto naprawdę zabił swojego wroga i za co. I tak będzie z każdym, kto ośmieli się sprzeciwiać majorowi rezerwy KGB.
Nie odstają jego ulubieni mianowańcy. Czy mógłby „mały Kadyrow” bez wiedzy Putina organizować serię zamachów za granicą? Śmiech pomyśleć.
W Rosji wszystko jest o wiele prościej. Sami zabijają i sami „poszukują”. Wszystkie bez wyjątku „zamówienia” Putina nie zostały wyjaśnione. Przebrzmiało publiczne porwanie Magasa na lotnisku i demonstracyjne rozstrzelanie – prosto w milicyjnym samochodzie – właściciela inguskiej witryny internetowej Mahometa Jewłojewa.
Drodzy blogerzy! Nawet jeżeli zostaniecie demonstracyjnie, na oczach dużego skupiska ludzi zastrzeleni przez usłużnego pułkownika putinowskich specsłużb, odpowiadać będzie szeregowy gliniarz – „zwrotniczy”. I ten więcej niż rok w zawieszeniu nie dostanie.
Szczególnym przypadkiem było zabójstwo Anny Politkowskiej. Tu Putin pozwolił sobie nawet publicznie zakpić, mówiąc, że „jej zabójstwo spowodowało nam szkodę o wiele większą niż to, co ona napisała. Zarozumiała forma tegoż przesłania – drżyjcie, my możemy nie tylko zabić, ale także zabić, splunąć i nie zauważyć!
Ta matryca jest nie do podrobienia. Wylazła ona od razu po zabójstwie Lecha Kaczyńskiego. Od nagłówków „Wszyscy nieprzyjaciele Rosji znajdą swój koniec pod Smoleńskiem” do form bardziej zakamuflowanych – „czy teraz przyjaciele Rosji wezmą górę?”. Ten sam styl – oficjalnie była to katastrofa, ale wszyscy powinni wiedzieć i rozumieć, kto i dlaczego zakatrupił prezydenta Polski oraz jego współtowarzyszy. I tak będzie z pozostałymi, w razie czego. A poza tym – ubolewamy i jesteśmy pogrążeni w żałobie razem z przyjacielskim narodem polskim po strasznej katastrofie lotniczej”.
Z jedenastej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze umieszczał swój autograf pod organizowanym i przeprowadzonym aktem terrorystycznym. Umieścił i teraz.
Ostatnia uwaga – dwunasta. Jak będą reagować oficjalne osoby innych państw? Nietrudno przewidzieć. Bardzo wielu postara się przemilczeć oczywiste i niezbite fakty. Będą zamykać oczy, zatykać uszy, nie widzieć, nie wiedzieć, i nie słyszeć. Dlaczego? To bardzo proste. Jak w świetle dzisiejszych wydarzeń muszą wyglądać wszyscy ci kozły tudzież, przepraszam za neologizm, koźlice polityczne, które przez lata całowały się i zadawały z majorem rezerwy KGB?
Kto zapraszał tego czekistowskiego chłopca do swojego stołu obiadowego, wygadywał pochwalne peany, prawił komplementy i namawiał do odpoczynku na prywatnej wyspie wśród ciepłego morza?
Kto po dziś dzień walczy za „dobre stosunki” z taką putinowską Rosją i taką jej władzą, wszelcy budowniczowie rurociągów i inni „pragmatycy”? Przecież teraz poły ich galowych marynarek i mankiety spódnic są splamione krwią Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity.
Nie zdziwię się, jeżeli Putina i „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska – dwóch głównych partnerów w sprawie zabójstwa prezydenta Polski – w najbliższym czasie znowu zobaczymy razem. I obaj będą w dwa gardła będą opowiadać jedna i te samą kremlowską fabułę na temat „osiągniętych wyników wspólnego śledztwa” i nierozłączną przyjaźń między narodami rosyjskim i polskim”. A w dalszym planie usłużni komentatorzy, niby ot tak, napomkną, że przed pewnym czasem niejaki Lech Kaczyński i jego kamraci próbowali skłócić dwa „brackie narody”. Ale im się nie udało.
Dlatego zabójstwo prezydenta Polski oraz znacznej części jej elity politycznej obecnie staje się poważną próbą dla wielu krajów zachodniej demokracji.
Jednak są na tym świecie tacy politycy i przywódcy państw, którzy nie są niczym zobowiązani wobec Putina. Co więcej, są tacy, którzy już wcześniej widzieli istotę Putina i jego reżimu. Znali prawdziwe poglądy majora rezerwy i dlatego wcale nie są zdziwieni tym , co zaszło. Są widzący parlamentarzyści, organizacje pozarządowe i prasa.
W tych krajach Europy, których elity polityczne dokarmia rosyjski „Gazprom” i inne deripaski, jest opozycja.
Są zachodnie służby specjalne, NATO i światowa społeczność.
Wreszcie jest wideo nakręcone przez Andrieja Miendiereja, zawodowi eksperci oraz mnóstwo uczciwych, porządnych i odważnych ludzi. Dlatego zbliża się wasz koniec, kremlowskie małpy.







Rzeczywiście, koszmarnie realny artykuł. Mądrale spod skrzydełek Tuska zaraz zaczną lament, że to spiskowa teoria dziejów, że mamy pojednanie polsko-sowieckie i takie tam. A tu facet pisze oczywistości, które trudno zauważyć, chociaż się na nie patrzy. Taki realizm polityczny zamiast słodko-mdlącego tabloidu Wiodącej Partii Miłości (Własnej i Kolegów)
“Z dziewiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i 95 jego współtowarzyszy pasuje do podstawowej charakterystyki Putina tak samo dokładnie, jak nabój do komory.”
zabił, ponieważ jest zabójcą, a jak wiemy, zabójcy zabijają.
litości, proszę mnie nie obrażać, potraktowałem was jak partnerów.
Dobrze, ze Chlopaki z Brukowca umiescili ten tekst. Dlaczego? pewnie gdyby rzad Tuskowatego wzial sie do roboty, a nie zajmowal PR to moze bysmy nie mieli tych wszystkich spiskowych teorii, ale Platfusy maja ludzi gdzies, dla nich najwazniejsze, by krecil sie reklamowy biznes, a chlopaki od Drzewieckego i Sobiesiaka nadal beda pratroszyc prowincje.
Ogladalem ow film i nic w nim nie zauwazylem osobliwego. Jesli Polacy sa traktowani ja durnie to beda sie szerzyc teorie spiskowe, za ktore platfusom przyjdzie srogo zaplacic. Zawsze glosowalem na nich, dzis stracili moj glos. Tusk jest po prostu nieudacznikiem politycznym, nie ma jaj, jesli zostawil wszystko kolezce putinowi, ktory stosuje w polityce stare czekistowskie zasady. A czy przyczynil sie do smierci Prezydenta RP nie wiem.
A ja slyszalem, ze to przejete przez ruskich UFO pierdolnelo w polski samolot i ci ktorzy dostrzeliwali naszych, to nie byli ludzie, ale ufisci w ludzkich biokombinezonach. Acha i dowodzilm nim Adolf Hitler, którego ufoki porwaly w kwietniu 1945 r. Czytalem o tym w mongolskiej gazecie (po rusku w niej pisza).
Domagam sie takich rzetelnych materialow, ale czasem dla rozluznienia puscie cos o podrozy wieloryba w dol Wisly w drodze do jeziora pelnego gorzaly. Stolicznej ma sie rozumiec…
Zeszliście poniżej Faktu. Czy ktoś tu sie do wuja pana zderzył ze sciana czółkiem? Czy komuś robota we Fakcie mozg do cna wyżarła?
Chyba jesteś po paru głębszych… ciągnij tak dalej, robi się ciekawie, szczególnie treść Twoich barwnych komentarzy jest “niesamowicie” wyimaginowana. Delirium tremens!
Nie dziw się – “Dawidek” to faktowska wrzutka. Muszą pić, wtedy są twórczy i wymyślają morza wódki w jeziorze. Ad rem – tekst faktycznie (tfu) poraża. Nie jestem szczególnie pobożny, ale teraz modlę się, żeby okazał się stekiem bzdur. Gdyby się tak nie stało, to mamy gotową III wojnę. Przypominam, że I wybuchła po zamachu na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Teraz jest podobna sytuacja. Powiem wprost – boję się, bo nie wierzę w czyste ręce Putina. Zbyt dużo jest dziwnych spraw….
pierwsza poprawka do autointeligencji: no ja nie używam takich słow ale z treścią się zgadzam
ta analiza kupy sie nie trzyma, a jest tak obfita że szkoda prądu na polemikę bo nie jest warta polemiki
wiem że każdy ma prawo do głosu, ale to nie znaczy że warto dawać tubę głupocie
“a nagrodzą cię tym, co mają pod ręką – chłostą śmiechu, zabójstwem na śmietniku.” – herbertowski pan Cogito (Cogito ergo sum) chodzi dziś po smoleńskiej ziemi. Po śmietniku, z którego co rusz wyskakują “stare zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi”. I co sobie myśli? Że my jako naród zapomnieliśmy o myśleniu. Przykra prawda. Pan Cogito kupuje za 100 Euro od mieszkańca Smoleńska strzęp garnituru ochroniarza prezydenta. Za 200 Euro kupuje statecznik Tupolewa. I zostaje wśród pamiątek – nie szukając prawdy…
Nie ulegajmy emocjom. “Fakciarze” już żartowali: kaczyński poszedł w PISdu. I to gnojom pamiętajmy.
Nic prostszego, niż zarzucić głupotę. Obrzucić błotem – i niech obrzucony udowadnia, że nie jest wielbłądem. Gratuluję pomysłu.
Mateusz napisał… Ten gościu jesteś czytelnik brukowców, czy też jego współtwórca? Jeśli to pierwsze, no to cóż… Tak bywa. Jeśli to drugie, to dziwię się, że cię przyjęli do brukowca. Wbrew pozorom, tam trzeba mieć sporo rozumu, by robić ludzi w wuja!
Do Dawidka i Kinskiego… ‘Friends’ by enemies, I call you out. Jeśli zdołaliście ogranąć to swoim poziomem inteligencji, ten artykuł nie został napisany przez Brukowca, tylko przez rosyjskiego komentatora. Ciągle imprezowanie, whiskacze itp. trunki dają się Wam we znaki, to widać. To na tym polega praca w siatkówce?
Do Kinskiego… puenta nawet całkiem, sorry!
Ludzie, nie zachowujcie się, jak politycy! Jeżeli się kimś nie zgadzasz, nie musisz od razu wyzywać go od najgorszych czy poddawać w wątpliwość jego inteligencję! Zamieszczenie tego tekstu odbieram jako wyrównanie na poziomie informacyjnym. Na razie brakuje konkretów – wyników badań, śledztwa, dowodów. Pozostają zatem tezy. Do mediów oficjalnych wpuszcza się jedynie głosicieli tez poprawnych politycznie (błąd pilota, mgła itd). Dla uzupełn9ienia obrazu całości ja chcę znać różne stanowiska – od poprawnych po najdziwniejsze. Dopiero w oparciu o taką sumę wiedzy mogę ywrobić sobie własne zdanie.
Autora tego tekstu czuć radiem Ma(hm, hm) ryja. Wystarczy w sieci poszukać jak interpretują różnego rodzaju sytuacje i wszystko będzie jasne. A zagrali w stylu iście kremlowskim. Podali się za Rosjanina, aby być bardziej wiarygodnym.
Dzięki za ten komentarz. Miałem im to samo napisać
Po fakcie pojawienia się tego POLSKIEGO artykułu widać jak liczna jest armia debili niosących wstyd i hańbę Polsce. Debili gotowych TWORZYĆ a następnie omawiać każda bzdurę oby tylko służyła ona nakręcaniu nienawiści wobec Rosji. Bowiem gdy nie będzie takiej nienawiści – z czego będą żyli ci debile razem z ogromna armią polityków co budują na tej nienawiści cały swój “biznes-plan”.
Dziekuję za ten komentarz!
A czy światowi eksperci nie mają nazwisk? A od kiedy cytaty nie mają źródeł? Dla mnie ta wersja wydarzeń jest tak samo wiarygodna co gazetowa. Coraz więcej tekstów na tej stronce to nierzetelne materiały (tak wyglądają), które dzielą zamiast łączyć. Ten, te o sporcie i np. te Fiatowca, który się zarzekał, że Fiat nie przeniesie produkcji do Włoch, bo drogo (od 3 tygodni wiadomo, że Włosi przejmują od nas najpowszechniejszy model, chyba Pandę, a fabryka w Tychach zwalnia obroty). I co my, biedne misie, mamy sądzić? I co to, do jasnej ciasnej, ma znaczyć?
Mnie też nie wszystko się podoba – np sport mnie nie interesuje. I co z tego? Nic. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Czy te testy tu dzielą? Moim zdaniem powinny tylko pokazywać stanowiska. I moim zdaniem to robią. Oczywiście nie pretenduję w tym względzie do rangi prawdy absolutnej. Nie zamierzam ludzi myślących inaczej nazywać “bandą debili”, zarzucać im zatrucia nienawiścią. Bo sam jestem daleki od bezinteresownej nienawiści. Kapuściński w “Rwącym nurcie historii” pisał o Rosjanach, że są nieskomplikowani, pozbawieni półcieni. Że dla nich jest albo czarne, albo białe.; Albo kogoś kochają, albo nienawidzą. Patrząc na niektóre wypowiedzi widzę, że mamy dużo z Rosjan – czyżby mit “słowiańskiej duszy” objawił się tu w pełni?
Witamy w spiskowej teorii dziejów!
Polecam drogi Dawidzie, abyś znowu zajął sie tym co zacząłeś z sukcesem, czyli obroną dziennikarzy przed złodziejskimi wydawcami, którym wiecznie mało zysków i samymi mediami odsłoniętymina różne manipulacje. Nie rozpowszechniaj bajek.
Putin nie jestm moim faworytem, ale tym razem to nie on jest mordercą. Polacy sami się dobili. Putni nie miał po prostu żadnego intersu, aby zabić Kczyńskiego ze świtą. Jeśli już, to w obecnym stanie rzeczy jego interesem było raczej utrzymanie Kaczyńskiego i spółki przy życiu. Sami się doprowadzali w szybkim tempie do unicestwienia. Przynajmniej politycznego i społecznego.
Ludzie, czy wy nie widzicie, że ten blog jest po to, aby podyskutować, aby przedstawić różne punkty widzenia. Rep- na szczęście Ty masz poukładane w głowie
Putin nie jest mordercą, bo nie miał motywu… Tak myślimy my, dalecy od wschodnioeuropejskiego pojmowania świata i dalecy od poczucia mocarstwowości. A Putin odb8udowuje na naszych oczach Rosję mocarstwową i kieruje sie właśnie takim wschodnim instynktem przywództwa. Dobry wódz to taki, co trzyma wszystkich za mordę i potrafi zagryźć swoich wrogów. To dobre, bo każdy potencjalny wróg (także ten we własnym stadzie) wtedy dziesięć razy pomyśli, zanim warknie na przywódcę. Kaczyński miał to do siebie, że warczał otwarcie i nawet kilka razy pokąsał przed oczami całej Europy i własnego stada (narodu). Myślisz, że dla człowieka wschodu to nie mógł być wystarczający powód? Pomyśl, Janie Pawle! Dla mnie nie jest to motyw, dla Ciebie pewnie też nie – a dla czekisty Putina na tronie cara Wszechrosji? Pomyśl.
Mały pies dużo szczeka, ale dużemu może skoczyć. Putin nie miał interesu, aby zabijać Kaczyńskiego i spółkę. Raz jeszcze powtarzam, że sami poprzez swoje decyzje szli na dół. I kaczyński by pewnie po raz drugi nie wygrał wyborów prezydenckich. Jego brat także. Teraz jego brat ma szanse zostać prezydentem, bo nardó kieruje się emocjami. Drogi Aldi, przestań kierować się uprzedzeniami w ocenie sytuacji. Właśnie te uprzedzenia doprowadziły do tego, że ktoś podjął decyzję o lądowania w warunkach, które się do tego nie nadawały. Spójrz lepiej co wyprawia Ameryka- brat zza oceanu, którego obecne poczynania na arenie międzynarodowej można porównać do tego co robił ZSRR.
Pozdrawiam serdecznie
Miałem nadzieję, że ten blog będzie miejscem ukazywania przekłamań i idiotyzmów publikowanych w czasopismach typu “Fakt”, “Super Expres”… Niestety… Blog zaczyna robić to samo co wyżej wymienione pisemka…
Czy można gdzieś obejrzeć ten wiele razy przytaczany materiał Andrieja Mienderieja?
A może, drogi Janie Pawle, to nie uprzedzenia, tylko wyciąganie wniosków z historii? Tej dalszej i tej bliższej? Jest wielu ludzi, którzy dziś najchętniej powiedziałoby, że “nasi przyjaciele Moskale” zawsze byli nam braćmi, szanowali nas i szanują. To poglądy w imię troskliwie podtrzymywanej przyjaźni między naszymi narodami. Na zasadzie – skoro coś drgnęło, to teraz trzeba osłonić przyszłość obu narodów przed nimi samymi. Przed historyczną prawdą nawet. Być może Kaczyński przegrałby wybory – OK, zgoda. Ale co z tego? Czy KGB rezygnowała z fizycznej likwidacji swoich byłych zdrajców (np w sytuacji, kiedy oni już niczego nowego zdradzić nie mogli i tylko ukrywali się na Zachodzie)? Chodziło mi o to, że fizyczna likwidacja wroga w rozumieniu wschodnim nie uderza w samego wroga (bo i tak jest nieszkodliwy) – pomaga zwierać szeregi w poczuciu strachu przed nieuchronną zemstą. Tak myślę.
Powinniśmy być ciszej nad tymi trumnami, gdyż w hałasie i gwarze nie sposób skupić się na ważnych relacjach i wydarzeniach z życia córki byłego prezydenta i prezesa PiS. Abyśmy jednak niczego nie przegapili, z pomocą idą nam brukowce. Rywalizują nawet między sobą, ale wyścig to szlachetny, taktowny, wszak idzie o godność.
Zaczął SE. Na trzech pierwszych stronach we wtorek 4 maja reporterzy “dostrzegli byłego premiera spacerującego” w niedzielę w parku obok warszawskiej Cytadeli wraz z Martą, jej mężem oraz córeczkami, które radośnie pomykały na hulajnogach.
Mogliśmy przeczytać o delikatnym uśmiechu który przebijał przez smutny wzrok Marty i o wielu innych rodzinnych słodkościach.
Szybko pojawiły się zarzuty, ze sesja była ustawiona. Każdy kto zna realia tej pracy wie, że trudno z tym polemizować, bo po prostu widać, że tak było.
Niedługo potem do wyścigu z SE staje Fakt, relacjonując kameralną rodzinną mszę z krypty na Wawelu.
Msza była tak kameralna, że faktowy fotograf nie miał tam wejścia. Ale wejście miał krakowski szanowany w krakowskich kręgach fotograf o zacięciu artystowskim, Wacław Klag. I foty trafiły do Faktu.
Pewnie niejedno jeszcze przeczytamy i zobaczymy, przecież smutkiem i jednością rodziny można sobie zjednać sympatię. Wiadomo po co fotografa zaprasza się na taką mszę. A Fakt się przy tym pożywił.
Kukajcie zatem na brukowce uważnie, bo po to ten blog, dziś grają przyjaciół familii Kaczyńskich. A jutro?
tu jeden link
http://tiny.pl/htt7c
a tu drugi
http://tiny.pl/htt7d
Neutralni!
Prawie jak artykul. Zero zrodel, przeklamania do wylapania przez przedszkolaka – nawet sie odechciewa polemizowac…
Dodalbym tylko ze podobno dobijali ich Elvis z Diana…
To po co to czytasz?
Tiaaa, w perfidny i bezczelny sposób zabili prezydenta i pół Sejmu, mimo że ten prezydent był już faktycznym trupem politycznym, który z poparciem kilkunastu procent w narodzie za kilka miesięcy zniknąłby z politycznej mapy Polski i świata. Postanowili zrobić bezprecedensowe lotnicze bum, bo bardzo chcieli, żeby cały świat zainteresował się historią Katynia, zwrócił uwagę na ewentualną awarię rosyjskiego samolotu, a w Polce żeby o mały włos nie wygrał brat bliźniak, taki sam tylko jeszcze bardziej zajadły.
Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać na ten stek bzdur.
Przypomnę też tylko, że ten “polski Janukowycz” nie musiał mieć niczego torowanego, bo już był u władzy, w dodatku z aktualnym poparciem dość bezprecedensowym w naszym kraju po tylu miesiącach rządzenia.
Jeśli tu ktoś zawinił to przestarzałe lotnisko i jego oprzyrządowanie, niekompetentna obsługa wieży, naciski wiadomego vipa i być może stres załogi związany z tymi naciskami.
Cała reszta tak śmieszna że aż żal tracić te 15 minut życia na czytanie.