Maj 18 2010

Propaganda sukcesu czy chamstwa?

Taggi : , , , , , , ,

murNapisała do nas osoba pracująca w Fakcie. W mailu była prośba o publikację tego na stronie. Konieczność takiej publikacji dla mnie jest oczywista. Zestawione fakty z życia Faktu wskazują dobitnie, że najważniejszym kierunkiem działania koncernu ASP jest maksymalny wzrost, maksymalny rozwój przy minimalnych kosztach pracy. Ta zasada się nie zmieniła i chyba nieprędko się zmieni.

Nadal dziennikarze, fotoreporterzy będą dla kadry kierowniczej jedynie wyrobnikami Słowa i Obrazu. Niestety – całe nasze dziennikarstwo wciąż jeszcze stoi przed murem stoczni i czeka na tych pierwszych, co mur przeskoczą. Długa droga przed nami – od zapyziałego, wilczego kapitalizmu po nowocześnie funkcjonujące redakcje zachodnie.

Są jednak i wieści pozytywne. W wielu miejscach grają wsiadanego – powstają związki zawodowe dziennikarzy. Oznaczałoby to, że polskie dziennikarstwo jest już na etapie Sierpnia 80. Do nadrobienia jeszcze 30 lat, ale może…

Dzisiejszy mail nie jest jedynym z redakcji Faktu. Nadawcy podkreślają, że nasz blog już im bardzo pomógł. Tym, że pisał o skrzętnie chowanych mrocznych stronach brukowca, i tym, że w ogóle powstał. Okazuje się, że sama możliwość opisania pewnych historii na tej stronie wpływa hamująco na zapędy mobberskie kierownictwa redakcji. “Kiedyś ze strachem odbierałem telefony z warszawki. Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na cierpkie słowa typu: ten temat jest do dupy, to jest gówno, szkoda czasu. A dziś się pilnują! Lecą teksty typu “kochany, ja bym chciał(a), żebyś mi zrobił coś innego” Jestem w szoku!!! Pracuje się łatwiej i masz Dawidzie w tym wielką zasługę! Dzięki i pisz dalej !” – czytam w liście od Kryspina. To dobra wiadomość – o to chodziło autorom tej strony. Skoro kierownictwu “Faktu” brakuje klasy, to pomoże kindersztuba w postaci choćby takiego bacika.

Mamy też kilka nadesłanych perełek, które sukcesywnie będziemy wypuszczać. Dzięki, Przekojot, za ostatnią przesyłkę. Postaramy się całość tak zamieścić, żeby każdy czytelnik sam mógł otwierać załączniki – bo warto. Dzięki temu więcej ludzi pozna prawdziwą twarz brukowców. A teraz zapraszam do lektury poniższego maila – Dawid

Jak wiadomo pracownicy Axel Springer otrzymują co jakiś czas news lettery. Oto jaki nadszedł właśnie do nas.

Prezes Sowa wyraża w nim radość, że skończył się kryzys w branży medialnej, informuje że AS osiągnął rekordowe zyski itd. Itp.

Ja mam nadzieję, że pisze nam to po to żeby nas poinformować, że wkrótce będą podwyżki płac. I jednocześnie przyznaje, że zwolnienia sprzed kilku miesięcy to była pomyłka i chamstwo koncernu razem wzięte.

W samym Fakcie wyrzucili 30 osób a teraz bezczelnie pokazują jakie to wspaniałe wyniki finansowe przynosi wydawnictwo.

Czekamy na podwyżki Prezesie czekamy. A jeśli one nie nastąpią to daruj sobie takie pierdzielenie, bo to tylko irytuje wszystkich, co dostają po 2 – 4 tys na miesiąc i wymaga się od nich poświęcenia życia dla chwały AS.

A oto dosłowne cytaty z owego maila:

Szanowni Państwo,

Koncern Axel Springer opublikował właśnie raport finansowy za pierwszy kwartał tego roku. Ogłoszone wyniki są rekordowo wysokie pomimo tego, że europejskie rynki nadal borykają się ze skutkami gospodarczego kryzysu.

Po raz pierwszy w swojej historii spółka wypracowała tak wysoki zysk EBIDTA, przekraczający w pierwszym kwartale 119 mln euro. Znacząco wzrosły też przychody firmy, w tym przychody reklamowe. Na tak dobry rezultat złożyły się wyniki gazet i czasopism z portfolio Axel Springer, co potwierdza, jak atrakcyjnym biznesowo medium pozostaje segment prasowy.

Świetnie radzą sobie również media cyfrowe, których przychody zwiększyły się w pierwszym kwartale o połowę. Coraz lepsze wyniki notują też zagraniczne spółki Axel Springer. Generują one prawie jedną czwartą przychodów koncernu.

Tak dobre wyniki pozwalają wierzyć, że najgorszy okres branża mediowa ma już za sobą. Prognozy na kolejne kwartały są w Europie optymistyczne.

Z poważaniem,
Marek Sowa, prezes zarządu

I drugi cytat :

Rekordowy wynik koncernu Axel Springer

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej koncern Axel Springer rozpoczął ten rok od znaczących sukcesów. W pierwszym kwartale 2010 r. zysk przedsiębiorstwa przed odliczeniem podatków, odsetek od kredytów oraz amortyzacji (EBIDTA) osiągnął rekordowy w historii firmy poziom 119 mln euro. Przychody grupy wzrosły o 7 proc. do 663,7 mln euro, a przychody z reklamy poprawiły się o ponad 12 proc w porównaniu do pierwszego kwartału 2009 r. Dynamicznie rozwijają się także media cyfrowe firmy. Ich przychody w pierwszym kwartale tego roku wzrosły o ponad 50 proc. Zagraniczne spółki Axel Springer wypracowały wskaźnik EBIDTA na poziomie 7,5 proc. Udział ich przychodów w ogólnych przychodach koncernu wzrósł do 23,8 proc.

“Przeprowadzone na wczesnym etapie cięcia kosztów i restrukturyzacja przynoszą teraz rezultaty. Dzięki Waszym wysiłkom w przeprowadzeniu zmian, dzięki Waszemu zaangażowaniu i kreatywności ze spokojem i optymizmem wchodzimy w kolejne kwartały. Serdecznie Wam za to dziękuję” – podkreślił w liście do pracowników Mathias Döpfner, prezes zarządu Axel Springer AG.

Grudzień 29 2009

Bruk autostradą, matrona latawicą

Taggi : , , , , , , , , ,

Jest pewne niebezpieczne zjawisko, które dziś łączy niemal wszystkie polskie media. Na użytek bloga rzecz nazwałbym „chciejstwem cnoty i podniety”. Część tego zjawiska opisał już Jacek Żakowski w Polityce. Niestety – tylko część, a obraz fragmentu większej całości wcale tej całości nie oddaje.

Z olbrzymim zdumieniem przeczytałem w Superaku całkiem sensowny wywiad na temat etyki dziennikarskiej. Podobnie odbieram felietony w Fakcie. Takich materiałów nie ma w zachodnich odpowiednikach naszych brukowców. Dlaczego? Bo tam rynek medialny od dawna jest już podzielony pomiędzy wielkie koncerny i poważniejsze przesunięcia są raczej mało realne. Tam wiadomo, że brukowce są tylko i wyłącznie lekturą rozrywkową. Taką mają funkcję społeczną, taki target. Nikt na Zachodzie nie pcha poważnych materiałów do niepoważnej gazety – bo i po co? Mądrzy i tak nie kupią, a głupi się znudzą podczas lektury.

U nas wydawcy brukowców widzą sens w uwiarygadnianiu swoich gazet na różne sposoby. Komentatorzy piszą felietony w Fakcie czy Superaku, po czym idą brylować do telewizji – oczywiście jako przedstawiciele tych redakcji.

Do telewidzów idzie ukryty sygnał: skoro telewizja zaprosiła pana B. czy W. jako dyskutanta, to pewnie jest to mądry człowiek. Skoro jest mądrym człowiekiem, to pewnie nie pisze bzdur w swoim rodzimym brukowcu. Skoro nie pisze bzdur, to może warto przeczytać taką gazetę?

Podobne znaczenie mają przeglądy prasy, w których cytowane są bulwarówki. Odbiorcy nie wiedzą, że takie przytoczenie treści głównych artykułów w radio czy TV jest elementem zwykłej kampanii reklamowej, za którą płaci redakcja. Widzowie, słuchacze przyjmują za pewnik, że Fakt czy Superak należy do prasy opiniotwórczej – bo przecież jest cytowany.

Te tytuły nie zamierzają rezygnować ze swojego bulwarowego charakteru. Po prostu sięgają po kolejnych czytelników, z nieco innych półek. A nuż uda się uszczknąć trochę czytelników „Wyborczej” czy „Rzepie”. Powie ktoś – każdy ruch zwiększający sprzedaż jest dobry dla redakcji. Być może, ale czy jest dobry dla całego dziennikarstwa?

W ten sposób brukowce starają się zacierać różnicę pomiędzy prasą poważną, a bulwarówkami. Między prawdą i kłamstwem, między rzetelnym informowaniem a pogonią za sensacją.

W ten sposób wszystko staje się względne i zależne od punktu widzenia. Wszystko – także normy etyczne. Nie ma nic stałego, żadnego ponadczasowego odnośnika. Nie ma – a zatem wolno wszystko. Wolno w gazecie kłamać, wolno niszczyć ludzi.

Nasze bulwarówki w tym względzie przypominają kurtyzanę, która stara się przekonać każdego z rozmówców o swojej rzekomej cnocie. Niektórzy w to uwierzą, niektórzy nawet poprą takie „chciejstwo cnoty”, ale nie zmienia to jednego – dla uważnych obserwatorów ta pani będzie jedynie żałosną kłamczuchą.

I druga strona medalu – gazety, wydawałoby się, poważne u nas startują w konkurencji tabloidalnej. W jednym z pierwszych odcinków bloga zamieściliśmy zdjęcie Weroniki Rosati, której… widać majtki. To zdjęcie pochodziło z czołówki „Dziennika”! Po co taka publikacja? Może po to, by zachęcić nowych ewentualnych czytelników, którzy dotychczas zaczynali lekturę Faktu od rozebranej panienki na ostatniej stronie?

Teksty w wydaniach lokalnych „GW” w zasadzie niczym się nie różnią od tekstów w bulwarówkach. Tu na czołówkach też ląduje świeży trup czy romans regionalnych VIPów. Podobna gradacja tematów ma miejsce w telewizjach, zwłaszcza komercyjnych (choć niestety nie tylko). Miejsce rzeczowej, poważnej publicystyki zajmują seriale, sitcomy. Miejsce prawdziwych gwiazd kina czy teatru – showmani i serialowe gwiazdeczki.

Poważne media pikują w dół, w poszukiwaniu kolejnych odbiorców. Tym razem chcą uszczknąć czytelników Faktowi czy Superakowi. Przyciągnąć przed ekran telewizora jak najwięcej tej mniej wymagającej tłuszczy, nie tracąc przy okazji wykształciuchów.

Tej pokusie oparły się nieliczne tytuły. Cała reszta lawiruje pomiędzy misją dziennikarską, a „chciejstwem podniety”. Czyli trawersując poprzednie porównanie – stateczna mężatka, która chętnie, acz ukradkiem, rzuca się w wir zapomnienia.

Odbiorca mediów w takiej sytuacji traci orientację. Nie wie, czy ta poważna gazeta stała się niepoważną, czy może ten brukowiec awansował do roli prasy opiniotwórczej. W taki sposób spada zaufanie do dziennikarzy. Co by potem nie napisali, każdy odbiorca będzie się zastanawiał: jaki teraz mają w tym cel? Czy piszą prawdę, bo im na tym zależy, czy też mają w tym konkretny interes? Na mąceniu wody, na zacieraniu różnic zyskują jedynie wydawcy (wielkie koncerny medialne). Być może do czasu – kiedyś ogłupiani odbiorcy powiedzą im dość i poszukają innych źródeł informacji, np. w Internecie. Tam już wybór jest szerszy. Można znaleźć coś nie będące dziwaczną hybrydą. Coś jednoznacznego, odpowiadającego w pełni konkretnym potrzebom. Czyli albo strona z ciekawymi esejami, albo z panienkami. Jednoznaczność w miejsce mętnej wody, ot co! Myślę, że każdy woli wiedzieć, czy rozmawia z prawdziwą kobietą, czy z dziwolągiem rozrywanym przez dwa przeciwstawne chciejstwa – cnoty i podniety.

Dawid

Grudzień 16 2009

Zrobili mnie w tabloid

Taggi : , , , , , , , , , , , , ,

Dwie kolejne niespodzianki świąteczne to historie nadesłane na antyfakt@gmail.com Nie wymagają komentarzy…
Dawid i przyjaciele

Jak „nazwalam” w Fakcie Edytę Górniak psychopatką
Byłam kiedyś naczelną pisma dla rodziców, a akurat wtedy Edyta Górniak, walczyła z tabloidami i zamieściła na swojej stronie zdjęcie swojego małego synka, który miał całą pupę w kupie.

Zadzwonił do mnie dziennikarz Faktu z prośbą o komentarz. Powiedziałam, że z pewnością nie zrobiła dobrze, bo kiedyś jej synowi, gdy znajdzie to zdjęcie w sieci, może być przykro, że takie zdjęcie kursuje po świecie. Może się czuć tym zawstydzony i zażenowany.

Mój komentarz dostałam mejlem do autoryzacji, bo zażądałam tego. Autoryzowałam go, również mejlem. Następnego dnia mało nie zemdlałam, jak przeczytałam, że rzekomo mówię o Górniak: Taka matka to psychopatka. Dziennikarz nie odbieral ode mnie telefonu, oczywiście.
Beata Banecka

Mój ojciec, gdy został ministrem, zaczął dostawać pogróżki – pocztą, a nawet telefonicznie, dzwonili do domu, na zastrzeżony numer telefonu. Ponieważ w domu jest dziecko, które wysłuchiwało tych psycholi nagrywających się z wulgaryzmami i bluzgami na sekretarkę, ojciec zawiadomił policję. Zostałam wezwana na przesłuchanie jako córka – policja chciała wiedzieć, czy nie mam żadnych wrogów itp.

W Pałacu Mostowskich spotkałam na korytarzu dziennikarza X, w tym czasie pracującego w Superaku. Zapytał, co tu robię, odpowiedziałam, że byłam na przesłuchaniu w związku z groźbami wobec mojego ojca. Oczywiście, następnego dnia w Superaku wywalony artykuł na całą stronę, a tytuł brzmi: Czuma: Boję się o własne życie. Ten reporter oczywiście nawet nie rozmawiał z moim ojcem. Wcześniej to był rzetelny dziennikarz, pracował w moim zespole w poważnym dzienniku. Co się z nim stało, jak przeszedł do Superaka? Poddali go praniu mózgu?

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ