Maj 22 2010

Wolny człowiek!

Taggi : , , , , ,

Dostaliśmy oświadczenie Grześka Dudzińskiego, pracownika Faktu. Był on posądzany o to, że jest Dawidem. Faktowcy dla ośmieszenia przytaczali Jego teksty. m.in. o bioenergoterapeucie Słodkowskim i o polskich pilotach, którzy widzieli UFO. Nie udało się – te wzmiankowane artykuły były normalną pracą dziennikarską. Przykre – nie dał się ochlapać błotem…

Przyznam, że Grześka naprawdę szanuję. To facet, który wierzy w ideały. Wiem, że nie napisze niczego, w co nie wierzy. W Fakcie wysyłali Go do Włocławka, żeby „przeprowadził” wieloryba Bolka przez zaporę. On im pokazał wała – do Włocławka pojechał niejaki Kowalczyk. Dudziniak jako pierwszy oświadczył, że może pracować w niedzielę, ale z uwzględnieniem nadgodzin lub dnia wolnego od pracy w ciągu tygodnia.

Grzegorz Dudziński to w końcu pierwszy pracownik Faktu, który wytoczył redakcji proces o mobbing. Nie wiadomo, o jaką kwotę odszkodowania chodzi. Sam Grzegorz nie odpowiada na żadne pytania – do chwili rozstrzygnięć sądowych.

Oto nadesłane oświadczenie:

Pragnę poinformować, że od 1 czerwca nie będę już pracownikiem Faktu. Redakcja ta uznała, że jestem za drogi na czasy kryzysu. Usłyszałem, że gwizdną i na moje miejsce będą mieli tłum ludzi z ulicy, którzy nie będą pyskować i spełnią każde polecenie. Ja nie reaguję na gwizdy. Jestem dziennikarzem z dużym stażem zawodowym, po studiach na UW, z nagrodą SDP “Za wybitne osiągnięcia dziennikarskie”. Pewnie będę gdzieś pisać – byłbym wdzięczny za przesyłanie info na adres: lik.stowarzyszenie@gmail.com
Dzięki wielkie za lata współpracy – w “Superaku” i w “Fakcie”. Fajnie było współpracować z profesjonalistami. Bo takich było wielu. O pętakach szkoda mówić tu I teraz. Lepiej na sali sądowej….
Pozdrawiam – Grzegorz Dudziński (aktualna kom. 509-76-76-89)

Grzesiek – trzymamy za Ciebie kciuki. Mam nadzieję, że po wygranym procesie napiszesz odcinek naszego bloga. Albo kilka odcinków – Dawid

Maj 18 2010

Propaganda sukcesu czy chamstwa?

Taggi : , , , , , , ,

murNapisała do nas osoba pracująca w Fakcie. W mailu była prośba o publikację tego na stronie. Konieczność takiej publikacji dla mnie jest oczywista. Zestawione fakty z życia Faktu wskazują dobitnie, że najważniejszym kierunkiem działania koncernu ASP jest maksymalny wzrost, maksymalny rozwój przy minimalnych kosztach pracy. Ta zasada się nie zmieniła i chyba nieprędko się zmieni.

Nadal dziennikarze, fotoreporterzy będą dla kadry kierowniczej jedynie wyrobnikami Słowa i Obrazu. Niestety – całe nasze dziennikarstwo wciąż jeszcze stoi przed murem stoczni i czeka na tych pierwszych, co mur przeskoczą. Długa droga przed nami – od zapyziałego, wilczego kapitalizmu po nowocześnie funkcjonujące redakcje zachodnie.

Są jednak i wieści pozytywne. W wielu miejscach grają wsiadanego – powstają związki zawodowe dziennikarzy. Oznaczałoby to, że polskie dziennikarstwo jest już na etapie Sierpnia 80. Do nadrobienia jeszcze 30 lat, ale może…

Dzisiejszy mail nie jest jedynym z redakcji Faktu. Nadawcy podkreślają, że nasz blog już im bardzo pomógł. Tym, że pisał o skrzętnie chowanych mrocznych stronach brukowca, i tym, że w ogóle powstał. Okazuje się, że sama możliwość opisania pewnych historii na tej stronie wpływa hamująco na zapędy mobberskie kierownictwa redakcji. “Kiedyś ze strachem odbierałem telefony z warszawki. Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na cierpkie słowa typu: ten temat jest do dupy, to jest gówno, szkoda czasu. A dziś się pilnują! Lecą teksty typu “kochany, ja bym chciał(a), żebyś mi zrobił coś innego” Jestem w szoku!!! Pracuje się łatwiej i masz Dawidzie w tym wielką zasługę! Dzięki i pisz dalej !” – czytam w liście od Kryspina. To dobra wiadomość – o to chodziło autorom tej strony. Skoro kierownictwu “Faktu” brakuje klasy, to pomoże kindersztuba w postaci choćby takiego bacika.

Mamy też kilka nadesłanych perełek, które sukcesywnie będziemy wypuszczać. Dzięki, Przekojot, za ostatnią przesyłkę. Postaramy się całość tak zamieścić, żeby każdy czytelnik sam mógł otwierać załączniki – bo warto. Dzięki temu więcej ludzi pozna prawdziwą twarz brukowców. A teraz zapraszam do lektury poniższego maila – Dawid

Jak wiadomo pracownicy Axel Springer otrzymują co jakiś czas news lettery. Oto jaki nadszedł właśnie do nas.

Prezes Sowa wyraża w nim radość, że skończył się kryzys w branży medialnej, informuje że AS osiągnął rekordowe zyski itd. Itp.

Ja mam nadzieję, że pisze nam to po to żeby nas poinformować, że wkrótce będą podwyżki płac. I jednocześnie przyznaje, że zwolnienia sprzed kilku miesięcy to była pomyłka i chamstwo koncernu razem wzięte.

W samym Fakcie wyrzucili 30 osób a teraz bezczelnie pokazują jakie to wspaniałe wyniki finansowe przynosi wydawnictwo.

Czekamy na podwyżki Prezesie czekamy. A jeśli one nie nastąpią to daruj sobie takie pierdzielenie, bo to tylko irytuje wszystkich, co dostają po 2 – 4 tys na miesiąc i wymaga się od nich poświęcenia życia dla chwały AS.

A oto dosłowne cytaty z owego maila:

Szanowni Państwo,

Koncern Axel Springer opublikował właśnie raport finansowy za pierwszy kwartał tego roku. Ogłoszone wyniki są rekordowo wysokie pomimo tego, że europejskie rynki nadal borykają się ze skutkami gospodarczego kryzysu.

Po raz pierwszy w swojej historii spółka wypracowała tak wysoki zysk EBIDTA, przekraczający w pierwszym kwartale 119 mln euro. Znacząco wzrosły też przychody firmy, w tym przychody reklamowe. Na tak dobry rezultat złożyły się wyniki gazet i czasopism z portfolio Axel Springer, co potwierdza, jak atrakcyjnym biznesowo medium pozostaje segment prasowy.

Świetnie radzą sobie również media cyfrowe, których przychody zwiększyły się w pierwszym kwartale o połowę. Coraz lepsze wyniki notują też zagraniczne spółki Axel Springer. Generują one prawie jedną czwartą przychodów koncernu.

Tak dobre wyniki pozwalają wierzyć, że najgorszy okres branża mediowa ma już za sobą. Prognozy na kolejne kwartały są w Europie optymistyczne.

Z poważaniem,
Marek Sowa, prezes zarządu

I drugi cytat :

Rekordowy wynik koncernu Axel Springer

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej koncern Axel Springer rozpoczął ten rok od znaczących sukcesów. W pierwszym kwartale 2010 r. zysk przedsiębiorstwa przed odliczeniem podatków, odsetek od kredytów oraz amortyzacji (EBIDTA) osiągnął rekordowy w historii firmy poziom 119 mln euro. Przychody grupy wzrosły o 7 proc. do 663,7 mln euro, a przychody z reklamy poprawiły się o ponad 12 proc w porównaniu do pierwszego kwartału 2009 r. Dynamicznie rozwijają się także media cyfrowe firmy. Ich przychody w pierwszym kwartale tego roku wzrosły o ponad 50 proc. Zagraniczne spółki Axel Springer wypracowały wskaźnik EBIDTA na poziomie 7,5 proc. Udział ich przychodów w ogólnych przychodach koncernu wzrósł do 23,8 proc.

“Przeprowadzone na wczesnym etapie cięcia kosztów i restrukturyzacja przynoszą teraz rezultaty. Dzięki Waszym wysiłkom w przeprowadzeniu zmian, dzięki Waszemu zaangażowaniu i kreatywności ze spokojem i optymizmem wchodzimy w kolejne kwartały. Serdecznie Wam za to dziękuję” – podkreślił w liście do pracowników Mathias Döpfner, prezes zarządu Axel Springer AG.

Kwiecień 11 2010

To się samo nie stało

Taggi : , , , ,

Poniżej pozwalam sobie zacytować wywiad opublikowany na portalu NaszaPolska.pl Krąży on w internecie, dotarł i do mnie. Jego wymowa stanowczo odbiega od oficjalnie dopuszczalnych publikacji – stąd decyzja o zamieszczeniu go u nas.

Dawid

O tym, że lista pasażerów była znana wszystkim od dawna; że polskie służbyzaloba miały obowiązek nie dopuścić do lotu prezydenta, polityków i generałów jednym samolotem; o tym, że prezydent miał kilka dni temu postanowienie wyjazdu do Katynia pociągiem z wdowami i sierotami katyńskimi… – o tym wszystkim w rozmowie z Robertem Witem Wyrostkiewiczem mówi red. Anna Pietraszek, doradca zarządu Telewizji Polskiej w wywiadzie dla Portalu NaszaPolska.PL.
***

Jak to możliwie, że miała Pani listę pasażerów kilka dni przed tragicznym odlotem prezydenckiego Tupolewa?

Dostałam tę listę od młodych dziennikarzy, którzy prosili mnie o radę z kim przeprowadzić ewentualnie wywiady. Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile. Potem siedziałam w domu, to było w poniedziałek, i zastanawiałam się jak to możliwe, że ja mam pełną listę generałów, kapelanów, polityków, którzy lecą z prezydentem i że ta lista jest w obiegu. Wierzyć mi się nie chciało, że oni wszyscy są na tej jednej liście. Pomyślałam, że może będą rozdzieleni, że może to tylko lista obecności w Katyniu. Nie mogłam tego pojąć i niestety wziąć na serio. Generał Skrzypczak mówił niedawno w telewizji, że po wypadku Casy podkreślano wymóg bezpieczeństwa, że kiedy leci kilku dowódców to trzeba ich rozdzielać, a przecież z polskimi generałami leciał prezydent, nie tylko głowa państwa, ale zwierzchnik sił zbrojnych, osoba odpowiedzialna za całe bezpieczeństwo kraju! Trzeba teraz zwrócić uwagę na to jakim cudem znaleźli się w jednym samolocie generałowie, politycy i sam prezydent? Jakim cudem ta lista krążyła od tak po Internecie? Jakim cudem!? Czy nasz prezydent był tak kompletnie pozbawiony ochrony? Kto pracował nad tym, żeby on był tak nagi? Czy nikt nie myślał o ich ochronie?… Niemożliwe. To się samo nie stało.

Mówiła Pani niedawno o podróży prezydenta Kaczyńskiego do Katynia pociągiem. Razem z rodzinami katyńskimi. Taki wariant podróży potwierdził Pani również tragicznie zmarły w tej katastrofie minister Stasiak. Niestety w ostatniej chwili prezydent podjął decyzję lub ktoś go przekonał do lotu drogą powietrzną. Co Pani o tym sądzi?

Rozmawiałam niedawno z ministrem Stasiakiem. Rozmowa dotyczyła kwestii transmisji, które były planowane od dawna w Telewizji Polskiej. I to co powiem za chwilę mówię z pełną odpowiedzialnością jako doradca zarządu Telewizji Polskiej. Przez godzinę rozmawiałam z ministrem Stasiakiem. Przekazałam nie tylko swoje rady medialne, ale przede wszystkim doświadczenie. Robiłam bowiem pierwszą transmisję satelitarną z Katynia. Wymyśliłam ją i doprowadziłam do realizacji jako świeżo upieczona absolwentka Akademii Obrony Narodowej. Zresztą, gdybym nie skończyła akademii nigdy nie zrobiłabym tej transmisji i naraziła telewizję na wielkie niebezpieczeństwo. Teraz właśnie minister Stasiak pytał mnie o sprawy chronienia przekazu medialnego tam w Katyniu. Powiedziałam mu wszystko co mówiło mi moje doświadczenie; na co należy zwracać uwagę. Czego się strzec. I wtedy też odważnie zasugerowałam, żeby prezydent polejechał z wdowami katyńskimi pociągiem. Byłby to najbezpieczniejszy środek transportu. Po drugie, media mogłyby zobaczyć prezydenta, najważniejszego człowieka w państwie, który zauważył wdowy, sieroty katyńskie. Prezydenta, który byłby z nimi. Do tego pani Maria Kaczyńska, cudowny człowiek, który miał wspaniały kontakt z ludźmi starymi… Prezydent się zgodził. Dostałam informację, że prezydent podchwycił ten pomysł, że pojedzie z wdowami i sierotami katyńskimi pociągiem. Zaczęliśmy myśleć, żeby wysłać na bieżąco informacje z satelity z tej podróży prezydenta pociągiem do Katynia. Potem przyszła wiadomość, że tak go obsiedli, że jest decyzja, że poleci, a te wdowy pojadą same. Pomyślałam sobie, kolejny prezydent, który nie docenił wdów i dzieci katyńskich. Ktoś mu to odradził. Ktoś mu to odebrał… Ciekawe dlaczego?…

Jest Pani doktorantką Akademii Obrony Narodowej – Podyplomowego Studium Operacyjno-Strategicznego. Ukończyła Pani elitarne szkolenia NATO. Jak Pani ocenia fakt, że służby specjalne dopuściły do lotu jednym samolotem prezydenta, polityków, generalicji Wojska Polskiego i wielu najważniejszych osób w państwie?

Odpowiadam: to niemożliwe, żeby do takiej sytuacji dopuścić. Na rozum zwykłej absolwentki Akademii Obrony Narodowej, wiem, że to na logikę nie jest możliwe. Jeśli ktoś myślał nad przygotowaniem tego lotu, a zapewne myśleli różni ludzie, to ktoś myślał, żeby stało się tak jak się stało. Nie widzę innego wyjaśnienia. Komuś zależało, żeby tak się stało. Szef sztabu… dowódcy… niemożliwe. Ktoś nad tym myślał. Nie jesteśmy państwem głupków. Nie jesteśmy też wojskiem ciemniaków. Mamy służby specjalne i mamy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy generałów z prawdziwego zdarzenia z nominacji natowskich. Nie jest możliwe, żeby taka głupota zawładnęła wszystkimi i żeby doszło do wysłania najważniejszych w państwie osób jednym samolotem.

Znała Pani wiele osób z listy pasażerów tragicznie zmarłych w wypadku samolotu Tupolew. Czy serce pomieścić może tyle strat na raz, w jednym momencie?

W sercu wszystko się może zmieścić. Tam jest cała miłość do Polski. Ale w głowie to mi się wszystko nie mieści (płacz). Żeby mieć takich wspaniałych ludzi i ich nie chronić… to kim my jesteśmy? To jaką my mamy policje, BOR, służby?

W chwili napływania informacji o tragedii była Pani w studio telewizyjnym, aby komentować zaplanowane wcześniej uroczystości w Katyniu. To było chyba najtrudniejsze studio telewizyjne w Pani życiu…

To była najprawdopodobniej moja najcięższa próba dziennikarska, żeby się opanować; żeby sprostać. Kiedy wchodziłam do studia układałam sobie w głowie ile trzeba mówić o księdzu Peszkowskim, kapelanie Rodzin Katyńskich. Chciałam, żeby o nim usłyszeli Polacy. Chciałam, żeby dotarło do ludzi, że apel pojednania i przebaczenia miał miejsce 15 lat temu, a nie podczas środowego spotkania Tuska i Putina. A o tej środzie premiera Tuska mogę powiedzieć, że to była czarna środa. Nie było ani jednego świadka Katynia. Nie wspomniano o księdzu Peszkowskim nawet słowem. A kiedy w czasie antenowym były wolne chwile i moje ekipy dobijały się, aby puścić materiał przygotowany o orędziu księdza Peszkowskiego do narodu polskiego wygłoszonym w kwietniu 1995 roku, do wszystkich polityków, do wszystkich dowódców, do całego narodu, to z telewizji przychodziła odpowiedź, że nie. A ciekawe dlaczego? Czyżby ksiądz Peszkowski miał odebrać splendory środowego wydarzenia? Dzisiaj chciałam o tym mówić w studio telewizyjnym.

Politycy, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwosci, generalicja WP, duchowni, prezes IPN, prezes PKO, naukowcy, dyplomaci… kwiat polskiego Narodu zginął w Katyniu – można powiedzieć – po raz drugi. Co dalej z Polską?

Popatrzmy chociaż tylko na Janusza Kurtykę, na pana prezesa IPN. Przecież to był młody człowiek, który połowę swojego życia dorastał do swej roli politycznej, wybitnej, wyjątkowej, trudnej. Te 20 lat młodości, to połowa jego życia. Odtworzyć takiego drugiego człowieka tego formatu, to kolejne 40 lat. I może znowu o to chodziło… Przecież teraz finalizują się śledztwa IPN. Finalizuje się sprawa zachowania istoty IPN, czy w ogóle istnienia Instytutu. Największe śledztwo IPN to śledztwo dotyczące zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i zabójstw dziesiątek innych księży. Było przecież komando, które mordowało księży. Mieliśmy nadzieję, że to śledztwo zostanie skończone przed beatyfikacja księdza Jerzego. Ale nie ma prezesa Kurtki… Czy to przypadek? 2 września 1999 roku wyszłam ze szpitala w Aninie, gdzie leżał ciężko chory ksiądz Peszkowski. Nie wiadomo było czy przeżyje. Znalazłam się w takim miejscu, gdzie fetowano sukcesy pana Komorowskiego. Miał swoje święto. I tam spotkałam oficera Urzędu Ochrony Państwa. Nie powiem czy mężczyznę czy kobietę. Ten oficer UOP wziął mnie na słowo i zapytał: “To jak ten Twój ksiądz? Żyje jeszcze?” Powiedziałam mu, że martwimy się bardzo czy przeżyje do rana. Usłyszałam wtedy coś strasznego. Oficer UOP powiedział: “Niech zdycha. Niech zdycha ten czarny, co nam tylko przeszkadza”. Nigdy tych słów nie zapomnę. Oficer UOP… 99 rok… Więc jaką my mamy wolną Polskę? Jaką my mamy wolną Polskę, kiedy teraz ich wszystkich już nie ma?

Dziękuję Pani za rozmowę

Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz

Kwiecień 06 2010

Pora na przewartościowanie

Taggi : , , , , ,

rewolucjaPogłoski o śmierci blogu, o tym, że „zdechł”, okazały się przedwczesne. Takie wieści pojawiały się zresztą już kilka dni po powstaniu naszego zamysłu. Samo chciejstwo nie wystarczy. Wydaje mi się, że padło tu wiele słów ważnych i prawdziwych, które w końcu dadzą obfity plon. Zaistniały – czasem wywołując wściekłość redakcyjnych VIPów. I żyją swoim dalszym życiem. I nie trzeba ich powtarzać (nie bawmy się w polityków).

Owoce istnienia tego blogu są widoczne. Koledzy pracujący w Fakcie mówią o większej delikatności siepaczy. Nikt już do nikogo nie wysyła obraźliwych maili. Przecież mogłyby stać się dowodami w sprawie. Nikt nie wydzwania i nie rzuca mięsem przez telefon. Przecież każdą rozmowę można nagrać. Dobrze, że tak się stało. O to chodziło.

Ostatnio rozmawiałem z tzw wolnym strzelcem, któremu Wprost wisi sporo pieniędzy. Przyznał, że pod wpływem tekstów na blogu zrozumiał, że nie tylko on jest oszukiwany przez wydawców. Że w pojedynkę nie ma szans. Nasz blog daje mu poczucie solidarności wyzyskiwanych, jednocześnie dodaje mu siły i odwagi w stawianiu żądań. I teraz już żadnego tekstu „nie popełni” dla tej redakcji, która mu nie płaci. O to chodziło!

Żeby jednak nie było tak miło – pocztą pantoflową dotarła do mnie informacja o planowanych kolejnych zwolnieniach, tym razem w Gazecie Wyborczej. Znowu ten sam schemat – zwalniani będą ci, którzy zarabiają troszkę więcej z racji doświadczenia, ale jeszcze nie zostali redakcyjnymi VIPami.

Znowu chcą oszczędzać na tych, którzy tak naprawdę robią gazetę. Na tych, którzy bezpośrednio dotykają opisywanego problemu. Wybierają temat, promują go do publikacji. Dokonują wyboru wątków – przecież wiadomo, że każdy reportaż to klocki poskładane w całość ręką reportera. Nie redaktora zza biurka – on może tylko coś zasugerować. Nie zna całości obrazu, nie zna realiów.

Podobnie w przypadku fotoreporterów – to oni ustawiają plan zdjęcia. To oni decydują, czy zrobią zdjęcie konającej Księżnej Diany, czy pstrykną fotę zapłakanej kobiety z martwym dzieckiem na rękach. Sam wiele razy widziałem, jak mój foto w najbardziej drastycznym momencie odkłada aparat. Ani myślałem go wtedy mitygować – czułem wobec niego szacunek. Dostrzegł granicę pomiędzy dziennikarstwem, a pogonią za padliną. Chwała mu za to.

Tacy ludzie teraz wylatują z zawodu. Są zwalniani. Na ich miejsce wkraczają pełni zapału młodzi adepci dziennikarstwa. Nie chcę tu pozować na starego mędrca, który lekceważy siłę młodości. Pomyślcie jednak, młodzi, zanim wszystko poświęcicie dziennikarstwu. To sztuka, której trzeba się poświęcić w całości. Nieważne, że Twoja mama choruje, dziecko ma przyjęcie czy żona właśnie rodzi – dla dziennikarza najważniejszy jest newsowy temat. Skoro jest, nic innego się nie liczy.

Potem widzisz swoje nazwisko pod tekstem. Twoim? Nie do końca. Redaktor pilnuje tzw formuły gazety – i przerabia Twój tekst od podstaw. Twój wywiad z lekarzem zajmującym się przeszczepami ląduje pod tytułem: „To oni kradną organy!”.

Tu kończy się dziennikastwo, zaczyna służalczość. Albo godzisz się na takie zmiany – I JESTEŚ WSPÓŁODPOWIEDZIALNY, albo nie. I to jest rzeczywisty sprawdzian Twojego charateru. Możesz się na to zgodzić, możesz zaprotestować. Sam się zdziwisz, że to takie łatwe. Inni to zrobili – i jakoś żyją.

Wracając do zwolnień. Zwalniani są doskonali fachowcy. Nic zatem dziwnego, że nie pozostają na garnuszku opieki społecznej. Moi znajomi zakładają własne firmy, szykują się do startu w wyborach samorządowych.  Sprawdzą się, to pewne. Czy ktoś jednak zastanowił się nad stratą, jakie ponosi polskie dziennikarstwo? Czy można jeszcze o nim mówić, czy może lepiej urządzić symboliczny pogrzeb?

Spójrzcie na gazety – same nowe nazwiska. Widać, że wymiana pokoleniowa przyszła odgórnie i błyskawicznie. Powiem szczerze – żal mi tych dzisiejszych adeptów dziennikarstwa. Nauczyliby się zawodu, jeżeli na swej drodze spotkaliby Mistrzów. A czy spotkają, skoro Mistrzowie zajęli się czymś całkiem innym?

Jak już napisałem w tytule – czas na przewartościowanie. Powinniśmy odejść od tradycyjnych mediów. Nie kupować gazet, nie oglądać telewizji. Skupić się na portalach dziennikarstwa obywatelskiego. To dziś bastion (jak na razie) wolny od komercji. Oczywiście substytut, ale i alternatywa. Miejsce, w którym piszą dziennikarze, bo czują taką potrzebę. I nie ma zawsze mądrzejszego szefa-redaktora, który tekst zmienia całkowicie.

Jest to substytut, ponieważ nie ma tam też mądrego nadzoru – takiego Mistrza, który doradzi i podpowie coś w odpowiednim momencie. Grozi to znacznym obniżeniem jakości przekazu. Może jednak czas, aby przedłożyć ponad wszystko prawdziwość przekazu  – i powiedzieć „nie” dzisiejszym mediom.

Gwałtowny spadek czytelnictwa, oglądalności przekłada się na złotówki, czyli na jedyny język zrozumiały dla dzisiejszych szefów medialnych. Przy takim prezwartościowaniu stracą. I tylko wtedy można oczekiwać jakichkolwiek zmian. Tradycyjnych mediów dziennikarstwo obywatelskie raczej nie zastąpi – w końcu ile można obywatelsko pracować za darmo? Ale jest to nowa wartość, która może zagrozić koncernom.

Dawid

Luty 23 2010

Inspekcja na kurację!

Taggi : , , , , ,

lupaPrezydent RP Lech Kaczyński twierdzi, że przepisy blokują działania inspekcji pracy, dlatego trzeba ją wzmocnić. Zaraz jednak znaleźli się dyżurni dziennikarze “Pulsu Biznesu”, którzy, cytując statystyki, twierdzą, że PIP kontroluje coraz więcej firm oraz ma świetne wyniki. Sprawdzili.

W artykule czytamy – „Jak wynika z najważniejszych danych o działalności Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), w 2009 r. przeprowadziła ona 88 tys. kontroli czyli o 7,5 tys. więcej niż rok wcześniej. Liczba wykrytych nieprawidłowości (363,2 tys.) była niemal taka sama jak rok wcześniej. Wydano 9,2 tys. nakazów wypłat świadczeń na rzecz pokrzywdzonych pracowników (rok wcześniej 8,5 tys.)” – w artykule to wygląda świetnie, a życie swoje. Oczywiście zaraz pojawia się podsumowanie – „Tym samym teza głoszona przez kancelarię prezydenta, że prawo blokuje kontrole PIP i ogranicza ich skuteczność nie znajduje potwierdzenia w danych statystycznych” – czytamy w gazecie.

Jak trzeba być wielkim nieprofesjonalistą, aby pisać takie głupoty. Przecież wszyscy wiemy, że statystyka to nie życie. Gdyby wspaniali dziennikarze wykazali chociaż trochę dociekliwości i przeprowadzili nawet malutkie śledztwo, to od razu okazałoby się, że nie ma tak kolorowo jak się im wydaje. Takim wzorcowym modelem oraz przykładem na skalę ogólnopolską jest Fiat Auto Poland w Tychach, gdzie po interwencji pracowników doszło w fabryce do kontroli dopiero po 3 miesiącach. Wcześniej OIP PIP w Katowicach zrobił sobie wycieczkę do „wspaniałej” firmy! Mało tego – inspekcja chwaliła się tym na swoich stronach internetowych!

Dalej nasi dociekliwi redaktorzy z „Pulsu Biznesu” piszą – Prezydent Lech Kaczyński uważa, że obowiązujące przepisy ustawy o swobodzie gospodarczej uderzają w skuteczność kontroli inspektorów pracy. Nie podoba mu się przede wszystkim obowiązek zawiadamiania o planowanej kontroli z 7-dniowym wyprzedzeniem oraz ograniczenie liczby i czasu jej trwania”. Stwierdzają równocześnie, że – „Dlatego domaga się “wyjęcia” PIP spod tych zasad. Projekt wysłał już do Sejmu. W ubiegłym tygodniu pozytywną opinię o projekcie prezydenta wydała sejmowa komisja ds. kontroli państwowej, a negatywną Ministerstwo Gospodarki”.

Po takim tekście zapala się czerwone światło w głowie każdego pracownika, ale opinia społeczna jest programowana do przekonania, że ten zły i nie dobry prezydent znowu coś tam miesza. Przecież nie możemy się zgadzać na takie stawianie sprawy na opak, bo przecież wszyscy w tym kraju wiedzą, że Państwowa Inspekcja Pracy jest mało skuteczna. Jednym z powodów jest to, że musi zawiadamiać pracodawców o kontroli na 7 dni przed jej terminem i to jest min. Powodem późniejszych stwierdzeń my nic nie możemy, bo takie jest prawo.

Oczywiście w tej kwestii trzeba przyznać inspektorom rację, ale nie można pogodzić się ze stwierdzeniami, że nic nie można zrobić, bo ta instytucja ma w swoim ręku narzędzia przymusu. Niestety stosowanie kar nie jest powszechne, a już kierowanie wniosków pokontrolnych do sądów i prokuratury jest rzadkością. Powiedzmy sobie szczerze jedynie skuteczne i solidne kontrole PIP mogą zmienić niepokojącą tendencje u polskich pracodawców do omijania zapisów Kodeksu Pracy. Nie może tak być, że inspektorzy twierdzą załatwcie sobie sami tą sprawę w firmie, przecież macie związki zawodowe.

Państwowa Inspekcja Pracy ma stać na straży prawa pracy, a nie być przyczółkiem oraz przechowalnią kumpli partyjnych gdy nie dostana się do Sejmu lub Senatu.

Wajcha

Luty 19 2010

Rusza forum wolnego słowa!

Taggi : , , , , ,

haosDziś na naszej stronie pojawiła się nowinka – forum. Narzędzie, o które już wcześniej prosiły osoby komentujące wpisy. Można będzie przedstawiać swoje racje nie tylko pod komentarzami (choć oczywiście nadal do tego namawiam). Forum zwiększa swobodę dyskusji – a o to przecież nam chodzi!

Staraliśmy się możliwie najbardziej ułatwić rejestrację. Podaje się swojego nicka i adres mailowy, do tego hasło. Przyszły użytkownik musi tylko potwierdzić, że nie będzie na forum nikogo obrażał, pomawiał itd. Generalnie chodzi o to, aby rozmawiać z zachowaniem zasad tzw kultury. Nie zamierzamy usuwać żadnych wpisów, to ostateczność w przypadku recydywistów chamstwa i wulgaryzmów (vide: Szef Boga, Duch chomika czy Robert).

Wchodząc na forum do zakładki „dyskusji ogólnej” zobaczysz kilka zaproponowanych przez nas kategorii (m.in. Różności, Zawód – dziennikarz, Sprawy pracownicze, Anty TVN, Anty Polska Presse, Kłamstwa Faktu itd.) Traktujemy te kategorie tymczasowo. To Wy – Forumowicze – zdecydujecie, czy te ramy są wystarczające. Zawsze możecie zaproponować dodanie kolejnych tematów.

Myślę, że forum na tej stronie będzie szansą na podtrzymanie dyskusji o ważnych sprawach. Wiele razy bywało, że rozmowa pod wpisami rozwijała się, pojawiał się kolejny wpis – i komentarze szły w nowym kierunku. Tu forum może dać pewną stabilizację i pomóc w pogłębieniu dyskusji. W wasze ręce – koleżanki i koledzy!

Dawid

Luty 18 2010

Dziennikarza pilnie kupię

Taggi : , , , , , , , , , , , , ,

roter-lippenstift-1-thumb2173625 Co oznacza w dzisiejszych czasach bycie dziennikarzem? Czy w dalszym ciągu zawód dziennikarza stanowi o niezależności, prestiżu i poszanowaniu społecznym, czy może raczej o dziennikarskiej prostytucji? Czy słusznie przypisuje się nam – dziennikarzom – tytuł „czwartej władzy RP”? Czy może jest to zbytnia przecena, tego czego już nie ma? Jak postrzega nas społeczeństwo i czym zasłużyliśmy sobie na taką ocenę?

Niestety coraz częściej słyszę i doświadczam tego, czym nie powinno być dziennikarstwo i jaki nie powinien być dziennikarz. Obserwacja ta obala dotychczasową wizję praworządnego dziennikarza, dociekającego prawdy, piszącego dla ludzi, a nie przeciw nim.

‘Czarne owce” są pewnie wszędzie, w naszym fachu również. Uważam, że naszym obowiązkiem dziennikarskim jest nagłośnienie tego faktu, dla dobra wolnej i walczącej prasy. Może dlatego w ostatnich czasach doświadczamy ogromnego zainteresowania dziennikarzy blogami.

Dowodzi to, według mnie jednego, braku zaufania do słowa pisanego. Blogi stały się naszym zagrożeniem, ale i także naszą zdrową konkurencją.

Jestem zwolennikiem zachowania profilaktycznego, polegającego na odcinaniu chorych członków od reszty ciała, by nie skazić ich zdrowych części. Tak samo w zawodzie dziennikarskim, należy walczyć z „czarnymi owcami”, ujawniając ich tożsamość, by nie zdołały zniszczyć dorobku innych. A że dzieje się obecnie źle, niech przykładem będzie przyznanie gospodarzowi programu “Tomasz Lis na żywo” nagrodę Grand Press 2009 w kategorii Dziennikarz Roku za “profesjonalizm, promowanie światowych standardów pracy w mediach i przestrzeganie etycznych kanonów zawodu”

Temu Panu dziękujemy!!! Dość obłudy i zakłamania!!! Dość milczenia!!!

Drodzy Czytelnicy!
Dziennikarze nie są od kreowania rzeczywistości, lecz od jej opisywania i walki
z panoszącym się wokół złem!!!

Macie podobne odczucia? Ciekawe doświadczenia o niekompetencji dziennikarzy oparte przykładami z życia? Piszcie do nas, publikujcie swoje artykuły, zakładajcie blogi! Razem mamy szansę stworzyć miejsce wolne od cenzury!!! Razem stworzymy listę dziennikarskich ladacznic!!!

Jesteśmy w posiadaniu kilku interesujących informacji. Nasze Wiewiórki wspierają nas. Na początek dwie historie:

PIERWSZA:

PEWNA DZIENNIKARKA Z DZIAŁU EKONOMICZNEGO W RZECZPOSPOLITEJ, JEST ZAPRZYJAŹNIONA Z EUREKO. NAWET W ŚLEDCZEJ KOMISJI DO SPRAWY PRYWATYZACJI W PZU ZNAJDUJĄ SIĘ FAKTURY WYSTAWIANE PRZEZ EUREKO NA TĘ PANIĄ. A MIMO TO, RADZI SOBIE BARDZO DOBRZE I NADAL PISZE!! I NIE W BRANŻOWYCH PISEMKACH.

DRUGA HISTORIA:

PEWIEN BIZNESMEN PODOBNO ZOSTAŁ NAGRANY JAK CHWALIŁ SIĘ, ŻE JEGO KUMPEL – PEWIEN PAN BOGUSŁAW (ZNANY BANKOWIEC) OPŁACA OD WIELU LAT, WICENACZELNEGO JEDNEGO Z NAJWIĘKSZYCH DZIENNIKÓW POLSKI.

ZGADNIJ W KTÓREJ GAZECIE NADAL PRACUJE:

a) Gazeta Wyborcza
b) Rzeczpospolita
c) Dziennik Gazeta Prawna.

autor: Wiewiórki

Luty 04 2010

Wizerunek zamiast doświadczenia

Taggi : , , , , , , ,

smarkacz„Zatrudnię atrakcyjną sekretarkę. Wymagania: wiek do 25 lat, znajomość dwóch języków obcych, doświadczenie w pracy. Oferty…” Takich i podobnych ogłoszeń można wyszukać wiele. Można odnieść wrażenie, że pracodawcy poszukują bardzo młodych pracowników, którzy zaczęli zbierać doświadczenia zawodowe już w przedszkolu! Kiedyś takie nieco absurdalne dążenia widać było przede wszystkim w przypadku binesmenów-nuworyszy. Takich nowobogackich, którym przypadkiem się poszczęściło w biznesie i lubią błyszczeć gadżetami: najnowszym jaguarem, długonogą sekretarką, nową żoną, posiadłością pod miastem.

Teraz te tendencje dopadły i media. Spotkałem ostatnio znajomą redaktorkę, która pół życia przepracowała w prasie bulwarowej i kobiecej. Doskonały fachowiec. Biegła znajomość kilku języków obcych, studia podyplomowe, praktyka. Spod Jej rąk do gazety trafiały teksty, które nie miały finału na sali sądowej. Ona zawsze wyszukała każdą słabą stronę obrabianego tekstu. Prosiłą wtedy (prosiła, nie nakazywała) dziennikarza o uzupełnienia. Ceniona przez zwierzchników, szanowana i uwielbiana przez podwładnych.

Dziś utrzymuje się dzięki tłumaczeniom. Szef wyrzucił ją, bo „była za droga na czasy kryzysu”. Poza tym ma pod 50-tkę, a „do naszej gazety bardziej pasują młode, ambitne dziewczyny”. Czyli za droga, za stara… Jednym słowem – nie pasuje do wizerunku…

Znajomy z lokalnej gazety, należącej do niemieckiej sieci dzienników, jest rok przed emeryturą. Mówi wprost, że żal mu tych młodych ludzi, którzy teraz wchodzą w dziennikarstwo. Nie dowiedzą się, na czym ono polega, bo starych wyjadaczy redakcje koszą. Nie będzie od kogo uczyć się zawodu! Przez to zaczyna się era „samorodnych pistoletów”.

Dał przykład. Pojechał za miasto zrobić temat z kroniki policyjnej. Chodziło o pana, któremu łobuz rzekomo wybił szybę w samochodzie. Reporter pojechał na miejsce, spotkał się z poszkodowanym. Okazało się, że to miejscowy pieniacz, który już niemal każdego sąsiada pozwał do sądu o różne dziwne sprawy. Pokazał uszkodzony samochód. Szyba była cała. Na karoserii nieznaczna rysa, która niekoniecznie musiała powstać od kamienia. Pan podniósł jeden z tysięcy kamyczków na swoim podjeździe i oświadczył: „to tym kamieniem syn sąsiadów rzucił w mój samochód”.

Dla doświadczonego reportera był osobą kompletnie niewiarygodną. Przede wszystkim dlatego, że kłamał opisując swoje straty przez telefon. Zapytany, dlaczego tak zrobił, odparł z rozbrajającą szczerością: „bo wy dziennikarze do byle głupstwa nie przyjeżdżacie”.

Oczywiście mój znajomy odpuścił sobie temat. Następnego dnia obejrzał w lokalnej telewizji wstrząsający materiał o mężczyźnie prześladowanym przez rozwydrzonego syna sąsiadów. Młodziutka reporterka pokazywała puste miejsce po szybie w samochodzie. Na zbliżeniu był wielki kamień wśród rozbitego szkła…

W swojej redakcji reporter usłyszał, że za takie spartolenie tematu powinien wylecieć. Jest już chyba za stary. Musi bardziej się spiąć, bo inaczej nie doczeka w tej firmie emerytury… Nikogo nie interesowała prawda, liczyło się pokazanie wersji prawdy.

Takie sytucje obecnie zdarzają się bardzo często. W Fakcie, w Wyborczej, w publicznej telewizji i w radio. I pewnie w dziesiątkach innych redakcji. Kryzysowy sposób na oszczędzanie. Dziennikarze starsi stażem zazwyczaj mają wyższe pobory. Na ich miejsce można „zatrudnić trzech ludzi z ulicy, którzy będą uszczęśliwieni stałą pracą” (cytat z klasyka medialnego poganiacza).

Czy ktokolwiek pomyślał o konsekwencjach? Żółtodziób puszczony na szerokie wody bez oparcia w bardziej doświadczonych kolegach jest na pewno tańszy. Na pewno zrobi wszystko, aby dopasować się w cudzy, jeszcze trochę na wyrost kupiony garnitur „pana redaktora”. Przy tym przesiąknięty panującą w redakcjach pogardą wobec doświadczenia zawodowego. Mieszanka wybuchowa!

Po kilku latach skończy się to wszystko prezegranymi procesami sądowymi, bo „reporter wszystko pokręcił”. Stracą redakcje, straci prestiż zawodu. Ale to nie ten młody dziennikarz będzie wszystkiemu winien. To panowie z dzisiejszych zarządów, redaktorzy naczelni. W razie potrzeby wezmą godziwe odprawy i pójdą na zasłużony w pełni odpoczynek. Chyba, że ktoś wcześniej wymieni ich na nowsze modele… Jak by się nie stało, to my zostaniemy z kiepską prasą, ze sfrustrowanymi byłymi pistoletami kryzysowego dziennikarstwa. Apokalipsa? Nie – medialna rzeczywistość…

Dawid

Styczeń 25 2010

Co się stało z naszą prasą ?

Taggi : , , , , , ,

kaganiecDzięki za listy, uwagi, komentarze. Właśnie tak rozumiem sens istnienia tej strony – jako prowadzenie konstruktywnego dialogu. Takiej rozmowy, w której wypowiedzi wnoszą nową wartość, nie są monologami. Poniżej bardzo istotny komentarz Fiatowca. Człowieka spoza branży dziennikarskiej, naszego Czytelnika, Widza, Słuchacza. Czy nie ma racji?

Fiatowiec pisze:
Prawdą jest to co napisałeś w tym wpisie, ale tylko to, że komuna stworzyła bestię, bo my sami ją teraz karmimy. W Polsce i media chodzą, a raczej ich wydawcy na pasku reklamodawców. Dam Wam ostatni przykład z piątku 21 stycznia br., a mianowicie pod bramą zakładu FIAT AUTO POLAND w Tychach odbyła się pikieta zjechały wszystkie polskie media. Hm wydaje się nic dziwnego to wydarzenie, news, bo pracownicy walczą o godną pracę i godziwą płacę w czasie kryzysu. Jednak nic z tego “bezstronni” dziennikarze nakręcili, ponagrywali i pospisywali wszystko, a następnie umieścili to w swoich archiwach, bo wydawcy tego nie puścili. Fiat jest potężnym koncernem i nie pozwoli sobie na takie działania medialne, a więc materiały zostały zablokowane. Czy tak miała wyglądać nasza cenzurowana wolność???

Dawid pisze, że za głowę Fiatowca prowadzącego blog pracowniczy pod nazwą – “Czy Fiat Auto Poland to włoski obóz pracy w Polsce?” została wyznaczona nagroda (10 tys. zł) potwierdzam to prawda. Tylko pytanie jest jedno czy aby nie cofnęliśmy się 30 lat wstecz i stajemy przed tymi samymi dylematami jakie mieliśmy przed wprowadzeniem stanu wojennego?

Dobrze, że pracownicy, dziennikarze i niektórzy menadżerowie budzą się z letargu, bo powstawanie takich blogów jak ten jest tego dowodem. Tylko one nie mogą zastępować gazet codziennych, bo tak na prawdę to one kształtują świadomość społeczną. Dla tego Wasza oraz nasza walka o wolność słowa jak również swobody obywatelskie jest tak ważna i potrzebna. Razem możemy zmienić ten świat, bo w jedności siła.

Pozdrawiam Fiatowiec

Chyba każdy z nas może przytoczyć podobne historie. Kiedyś napisałem dla tzw poważnej gazety dobrze udokumentowany materiał o ustawionych przetargach. Na koleżeńsko-biznesowych układach budżet tracił wiele milionów. Mój szef skakał do góry, na wszelki wypadek wspólnie po raz kolejny sprawdziliśmy wszystkie dowody. Do niczego nie można było się doczepić.

Następnego dnia nie odnalazłem tego tekstu w gazecie. Dzień później również. Tydzień później tak samo. Szef stał się nagle bardzo zapracowanym człowiekiem, który na nic nie ma czasu. W końcu jednak wyznał, że za przekrętami stoi wielka firma budowlana, „która u nas wykupiła potężną reklamę”.

Czyli ktoś z działu reklamy poszedł do tej firmy z moim gotowym materiałem i w ten sposób zachęcił biznesmenów do współpracy… Prasa w tym wypadku, mając w ręku dowody przestępstwa, zadziałała, jak rasowy szantażysta! Czyli dołączyła do grona kolesi-przekrętasów! Nb. ten tekst ujrzał światło dzienne po kolejnym tygodniu. Reklamodawca jednak nie wpłacił pieniążków i wtedy można było krzyknąć gromko w obronie prawdy.

Trudno mi zrozumieć, czym tak naprawdę kierują się w takich wypadkach szefowie redakcji. W danym momencie, w krótkiej perspektywie, jest istotnie szansa na większy czy mniejszy zysk w postaci dochodu z reklam. Warto jednak spojrzeć dalej – reklama jako forma neocenzury psuje nasz produkt (naszą gazetę, czasopismo, przekaz tv czy radiowy). Odbiorcy w końcu stracą zaufanie do sprzedajnych mediów, bo przecież takie historie o reklamach z machlojkami w tle rozchodzą się szybko pocztą pantoflową. Ciekaw jestem, czy istotnie obecny spadek czytelnictwa prasy wiąże się jedynie z sytuacją finansową Czytelników…

Z kagańcem reklamowym tego typu paradoksalnie mniejszy problem mają brukowce. Po prostu z zasady omijają tematy gospodarcze – bo zbyt nudne dla naszego targetu. Tak odgórnie zdecydowali sami wydawcy, bez pytania o zdanie Czytelników. W taki sposób ogromny obszar życia codziennego każdego Czytelnika zostaje poza zasięgiem. Inaczej mówiąc – neocenzura przez omijanie.

Za to zarówno Fakt, jak i Super Express ulegają kolejnej hydrze – neocenzurze układowej. O tym aktorze czy polityku źle nie piszemy, bo on nam akurat za chwilę udzieli wywiadu w domowych pieleszach. Odpuszczamy sprawę, bo on jest akurat z tej partii, z którą w danej chwili się kumplujemy. Tego nie krytykujemy, bo on dla nas pisze felietony czy porady prawne.

Nieważne, że ten VIP akurat wpadł na kłamstwie, drobnym oszustwie czy może szalał zbytnio w knajpie. On jest nasz, o nim nie piszemy. Ten schemat upada, kiedy „nasz kolega” wpadł w poważną aferę, o której piszą wszyscy. Wtedy najpierw trzeba odciąć się od tej znajomości, a dopiero potem przywalić z grubej rury.

Odbiorcy prasy są niesłychanie czuli na takie fałszywe gierki. Jedno przemilczenie może być wypadkiem przy pracy. Dwa – to już bardziej podejrzana sprawa. Trzy – to niemal pewnik, że mamy do czynienia z przejawem neocenzury. Wybór wśród tytułów prasowych czy kanałów na pilocie jest spory i odbiorca w każdej chwili może sięgnąć po swoją formę cenzury rynku – przez ignorowanie. Czytelnik, telewidz, słuchacz na ogół chce w przekazie medialnym widzieć prawdę. Dziennikarz też na ogół taką prawdę w tym przekazie chce zamieścić. Do iskrzenia dochodzi wyżej, na redakcyjnych szczytach, które na swoich sztandarach zamiast prawdy wpisują zyski. Na tym, niestety, tracą wszyscy.

Dawid

Styczeń 21 2010

Komuna stworzyła bestię

Taggi : , , , , , ,

pikna_i_bestia_03Pretekstem do dzisiejszego odcinka jest film, nadesłany do nas przez kolegę. Temat: manipulacja w przekazach TVNowskich. Całość przekonywująca i dobrze zmontowana. Piszę: kolega, choć nigdy w życiu tego człowieka nie widziałem na oczy. Znamy się z Internetu. Nie podam Wam jednak Jego nazwiska. Dlaczego? Dobre pytanie.

Pamiętacie film Pawła Znyka „Szkoła uwodzenia świadomości”? Publikowaliśmy to jeszcze na blogspocie. Tam autor przedstawił się z imienia i nazwiska. Cóż się stało? Wybuchła dysputa merytoryczna? TVN przedstawił swoją argumentację, wykazującą błądzenie Pawła Znyka? A skąd!

TVN posłał w teren reportera śledczego, niejakiego pana K. Człowieka, który swoje pierwsze kroki zawodowe stawiał w „Superaku”. Czyli umiał dowalić, kiedy trzeba. Reporter K. odwiedzał wszystkich znajomych Pawła Znyka. Wypytywał o wszystko, co mogłoby rzucić cień na krytyka TVN. O kochanki, nieślubne dzieci, wydatki, dziwne zachowania itd.

Pech chciał, że dr Paweł Znyk okazał się człowiekiem, na którego niełatwo znaleźć haka. Materiał reportera K. nie ukazał się – przecież nie o laurkę chodziło! Paweł nadal jednak odbierał pogróżki, pojawiły się ataki na jego pracodawcę.

Bloger Fiatowiec, piszący o walce z koncernem Fiata, przyznaje, że za głowy (a raczej nazwiska) autorów firma wyznaczyła nagrodę. Jak na Dzikim Zachodzie. Wanted – i każdy może sobie postrzelać. I zgarnąć nagrodę.

Te same historie mieliśmy na naszej stronie. Najpierw prawny atak na Interię, aby usunęła zdjęcia. Interia przestraszyła się doskonale opłacanych prawników Faktu. Potem w komentarzach typowanie autorów bloga. Bartek Szambelan – bo pokłócił się z redakcją Faktu, kiedy jeden z redaktorów postanowił wepchnąć do Poznania swoją kochankę. Wojtek Wardejn – bo napisał książkę o Fakcie. Grzesiek Dudziński – bo jako pierwszy pozwał Fakt o mobbing. Takie strzały na oślep.

Były ataki hakerskie na nasze prywatne maile, na stronę. Wiemy, że ASP zatrudnił informatyków spoza firmy, aby wykryli i zniszczyli autorów piszących i komentujących na naszej stronie. Tak właśnie działają korporacje medialne.

Prawnie niewiele nam mogą zarzucić, podobnie TVN Pawłowi Znykowi. Pechowy art. o krytyce prasowej! Podlega jej każdy Kowalski w naszym kraju, każdy prokurator, urzędnik, polityk. W imię zasady: prawdziwa cnota krytyk się nie noi. A jednak koncerny się boją. Dlaczego? Czyżby nie były aż tak cnotliwe?

Fakt ma w swojej historii „sprawę słupów”. Tego dowiedzieliśmy się z kolejnego maila. Pewna pani napisała, że kilka lat temu „robiła za faktowego słupa”. Członek jej rodziny pracował w redakcji. Ponosił koszty swojej działalności – paliwo, telefony itd. Te wszystkie kwoty były zsumowane i wypłacane autorce maila w formie umowy o dzieło. Jakie dzieło? Artykuły prasowe!!!

Autorka maila poszła na wszelki wypadek do Państwowej Inspekcji Pracy. Tamtejszy prawnik złapał się za głowę. Skwitował, że pani musi jak najszybciej zgłosić całą sprawę prokuratorowi, bo sama będzie odpowiadała za współudział. Nie zgłosiła, bo nie chce być ciągana po sądach. I mic się nie dzieje. My na stronie gromadzimy to i kiedyś pewnie zrobimy użytek z tego materiału w sensie prawnym.

Powyższa historia to kolejny przykład na poparcie tezy o poczuciu wszechwładzy i bezkarności naszych koncernów medialnych. Kowalski za taki numer dostałby potężny domiar, koncern śpi spokojnie. Znamienne, że inspetor PIP nie wszczął od razu postępowania, tylko odesłał panią do prokuratury…

Dzisiejsza samowolka mediów to spadek po komunie. Starsi pamiętają – przed 1989 prasie z zasady się nie wierzyło. Na ścianach domów w całej Polsce pojawiały się zamalowywane napisy „prasa kłamie”. W tym czasie funkcjonowała alternatywa prasy reżimowej – prasa podziemna. Ludzie ideowi, pracujący za „dziękuję”, wierzący w misję dziennikarską… Bibułe czytało się, jak Biblię. Skoro podziemne – musiało być prawdziwe. Odbiorcy spragnieni byli prawdy i zakładali, że ją dostają w postaci kartki z powielacza.

Zwycięstwo i wolność. I na polski ryneczek wkraczają wielkie koncerny medialne. One nie walczyły o wolność, o swobodę słowa. Doskonale jednak wchodzą w gotową zbroję rycerza słowa. I te koncerny produkujące prasę poważną, i wydawcy bulwarówek.

Korzystają z bonusa, na jakiego nikt na świecie liczyć nie może – zgagi po komunie. Sądy w Polsce rzadko orzekają przeciwko dziennikarzom – bo przecież byłaby to ponownie cenzura!

Stąd całkowita bezkarność mediów, bo zawsze można zasłonić się „wolnością słowa”. To przyklepie pan sędzia, który za komuny też orzekał, ale nie chciałby, aby ktokolwiek o tym pamiętał. Każdy sędzia w Polsce ma w tyle głowy myśl, że w przypadku skazania dziennikarza czy redakcji zyska etykietkę „walczący z wolnością prasy”. Nieuprawnioną etykietkę, aczkolwiek o tym nikt nie będzie dyskutował.

Koncerny medialne są zatem bezkarne. Otulają się w cudze sztandary „walki o wolną prasę” i żądają profitów. Walka o ideały jest im obca, dlatego nie rozumieją ludzi, którzy bez żadnych pieniędzy chcą takie koncerny atakować.  Dlaczego atakują? Dlaczego nie przyjmują łapówek za odstąpienie od tych ataków? Głupi po prostu…

Bezkarne pod względem sądowym koncerny medialne wpadły w pułapkę jednowładztwa i absolutyzmu. Już nawet nie IV władza – to cappo di tutti capi, szef Boga (jak się nazwał jeden z komentatorów). Kto śmie krytykować boskość? Naszą nieomylność?

Tak to dzisiaj wygląda. Film, o którym wspominałem, jest pod adresem:

http://www.youtube.com/watch?v=Boypjplnn-U&feature=youtube_gdata

Zobaczcie i sami oceńcie. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam, że autorem jest dr Paweł Znyk. Z powodów opisanych wyżej.

Dawid

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ