Maj 22 2010

Wolny człowiek!

Taggi : , , , , ,

Dostaliśmy oświadczenie Grześka Dudzińskiego, pracownika Faktu. Był on posądzany o to, że jest Dawidem. Faktowcy dla ośmieszenia przytaczali Jego teksty. m.in. o bioenergoterapeucie Słodkowskim i o polskich pilotach, którzy widzieli UFO. Nie udało się – te wzmiankowane artykuły były normalną pracą dziennikarską. Przykre – nie dał się ochlapać błotem…

Przyznam, że Grześka naprawdę szanuję. To facet, który wierzy w ideały. Wiem, że nie napisze niczego, w co nie wierzy. W Fakcie wysyłali Go do Włocławka, żeby „przeprowadził” wieloryba Bolka przez zaporę. On im pokazał wała – do Włocławka pojechał niejaki Kowalczyk. Dudziniak jako pierwszy oświadczył, że może pracować w niedzielę, ale z uwzględnieniem nadgodzin lub dnia wolnego od pracy w ciągu tygodnia.

Grzegorz Dudziński to w końcu pierwszy pracownik Faktu, który wytoczył redakcji proces o mobbing. Nie wiadomo, o jaką kwotę odszkodowania chodzi. Sam Grzegorz nie odpowiada na żadne pytania – do chwili rozstrzygnięć sądowych.

Oto nadesłane oświadczenie:

Pragnę poinformować, że od 1 czerwca nie będę już pracownikiem Faktu. Redakcja ta uznała, że jestem za drogi na czasy kryzysu. Usłyszałem, że gwizdną i na moje miejsce będą mieli tłum ludzi z ulicy, którzy nie będą pyskować i spełnią każde polecenie. Ja nie reaguję na gwizdy. Jestem dziennikarzem z dużym stażem zawodowym, po studiach na UW, z nagrodą SDP “Za wybitne osiągnięcia dziennikarskie”. Pewnie będę gdzieś pisać – byłbym wdzięczny za przesyłanie info na adres: lik.stowarzyszenie@gmail.com
Dzięki wielkie za lata współpracy – w “Superaku” i w “Fakcie”. Fajnie było współpracować z profesjonalistami. Bo takich było wielu. O pętakach szkoda mówić tu I teraz. Lepiej na sali sądowej….
Pozdrawiam – Grzegorz Dudziński (aktualna kom. 509-76-76-89)

Grzesiek – trzymamy za Ciebie kciuki. Mam nadzieję, że po wygranym procesie napiszesz odcinek naszego bloga. Albo kilka odcinków – Dawid

Maj 18 2010

Propaganda sukcesu czy chamstwa?

Taggi : , , , , , , ,

murNapisała do nas osoba pracująca w Fakcie. W mailu była prośba o publikację tego na stronie. Konieczność takiej publikacji dla mnie jest oczywista. Zestawione fakty z życia Faktu wskazują dobitnie, że najważniejszym kierunkiem działania koncernu ASP jest maksymalny wzrost, maksymalny rozwój przy minimalnych kosztach pracy. Ta zasada się nie zmieniła i chyba nieprędko się zmieni.

Nadal dziennikarze, fotoreporterzy będą dla kadry kierowniczej jedynie wyrobnikami Słowa i Obrazu. Niestety – całe nasze dziennikarstwo wciąż jeszcze stoi przed murem stoczni i czeka na tych pierwszych, co mur przeskoczą. Długa droga przed nami – od zapyziałego, wilczego kapitalizmu po nowocześnie funkcjonujące redakcje zachodnie.

Są jednak i wieści pozytywne. W wielu miejscach grają wsiadanego – powstają związki zawodowe dziennikarzy. Oznaczałoby to, że polskie dziennikarstwo jest już na etapie Sierpnia 80. Do nadrobienia jeszcze 30 lat, ale może…

Dzisiejszy mail nie jest jedynym z redakcji Faktu. Nadawcy podkreślają, że nasz blog już im bardzo pomógł. Tym, że pisał o skrzętnie chowanych mrocznych stronach brukowca, i tym, że w ogóle powstał. Okazuje się, że sama możliwość opisania pewnych historii na tej stronie wpływa hamująco na zapędy mobberskie kierownictwa redakcji. “Kiedyś ze strachem odbierałem telefony z warszawki. Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na cierpkie słowa typu: ten temat jest do dupy, to jest gówno, szkoda czasu. A dziś się pilnują! Lecą teksty typu “kochany, ja bym chciał(a), żebyś mi zrobił coś innego” Jestem w szoku!!! Pracuje się łatwiej i masz Dawidzie w tym wielką zasługę! Dzięki i pisz dalej !” – czytam w liście od Kryspina. To dobra wiadomość – o to chodziło autorom tej strony. Skoro kierownictwu “Faktu” brakuje klasy, to pomoże kindersztuba w postaci choćby takiego bacika.

Mamy też kilka nadesłanych perełek, które sukcesywnie będziemy wypuszczać. Dzięki, Przekojot, za ostatnią przesyłkę. Postaramy się całość tak zamieścić, żeby każdy czytelnik sam mógł otwierać załączniki – bo warto. Dzięki temu więcej ludzi pozna prawdziwą twarz brukowców. A teraz zapraszam do lektury poniższego maila – Dawid

Jak wiadomo pracownicy Axel Springer otrzymują co jakiś czas news lettery. Oto jaki nadszedł właśnie do nas.

Prezes Sowa wyraża w nim radość, że skończył się kryzys w branży medialnej, informuje że AS osiągnął rekordowe zyski itd. Itp.

Ja mam nadzieję, że pisze nam to po to żeby nas poinformować, że wkrótce będą podwyżki płac. I jednocześnie przyznaje, że zwolnienia sprzed kilku miesięcy to była pomyłka i chamstwo koncernu razem wzięte.

W samym Fakcie wyrzucili 30 osób a teraz bezczelnie pokazują jakie to wspaniałe wyniki finansowe przynosi wydawnictwo.

Czekamy na podwyżki Prezesie czekamy. A jeśli one nie nastąpią to daruj sobie takie pierdzielenie, bo to tylko irytuje wszystkich, co dostają po 2 – 4 tys na miesiąc i wymaga się od nich poświęcenia życia dla chwały AS.

A oto dosłowne cytaty z owego maila:

Szanowni Państwo,

Koncern Axel Springer opublikował właśnie raport finansowy za pierwszy kwartał tego roku. Ogłoszone wyniki są rekordowo wysokie pomimo tego, że europejskie rynki nadal borykają się ze skutkami gospodarczego kryzysu.

Po raz pierwszy w swojej historii spółka wypracowała tak wysoki zysk EBIDTA, przekraczający w pierwszym kwartale 119 mln euro. Znacząco wzrosły też przychody firmy, w tym przychody reklamowe. Na tak dobry rezultat złożyły się wyniki gazet i czasopism z portfolio Axel Springer, co potwierdza, jak atrakcyjnym biznesowo medium pozostaje segment prasowy.

Świetnie radzą sobie również media cyfrowe, których przychody zwiększyły się w pierwszym kwartale o połowę. Coraz lepsze wyniki notują też zagraniczne spółki Axel Springer. Generują one prawie jedną czwartą przychodów koncernu.

Tak dobre wyniki pozwalają wierzyć, że najgorszy okres branża mediowa ma już za sobą. Prognozy na kolejne kwartały są w Europie optymistyczne.

Z poważaniem,
Marek Sowa, prezes zarządu

I drugi cytat :

Rekordowy wynik koncernu Axel Springer

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej koncern Axel Springer rozpoczął ten rok od znaczących sukcesów. W pierwszym kwartale 2010 r. zysk przedsiębiorstwa przed odliczeniem podatków, odsetek od kredytów oraz amortyzacji (EBIDTA) osiągnął rekordowy w historii firmy poziom 119 mln euro. Przychody grupy wzrosły o 7 proc. do 663,7 mln euro, a przychody z reklamy poprawiły się o ponad 12 proc w porównaniu do pierwszego kwartału 2009 r. Dynamicznie rozwijają się także media cyfrowe firmy. Ich przychody w pierwszym kwartale tego roku wzrosły o ponad 50 proc. Zagraniczne spółki Axel Springer wypracowały wskaźnik EBIDTA na poziomie 7,5 proc. Udział ich przychodów w ogólnych przychodach koncernu wzrósł do 23,8 proc.

“Przeprowadzone na wczesnym etapie cięcia kosztów i restrukturyzacja przynoszą teraz rezultaty. Dzięki Waszym wysiłkom w przeprowadzeniu zmian, dzięki Waszemu zaangażowaniu i kreatywności ze spokojem i optymizmem wchodzimy w kolejne kwartały. Serdecznie Wam za to dziękuję” – podkreślił w liście do pracowników Mathias Döpfner, prezes zarządu Axel Springer AG.

Kwiecień 06 2010

Pora na przewartościowanie

Taggi : , , , , ,

rewolucjaPogłoski o śmierci blogu, o tym, że „zdechł”, okazały się przedwczesne. Takie wieści pojawiały się zresztą już kilka dni po powstaniu naszego zamysłu. Samo chciejstwo nie wystarczy. Wydaje mi się, że padło tu wiele słów ważnych i prawdziwych, które w końcu dadzą obfity plon. Zaistniały – czasem wywołując wściekłość redakcyjnych VIPów. I żyją swoim dalszym życiem. I nie trzeba ich powtarzać (nie bawmy się w polityków).

Owoce istnienia tego blogu są widoczne. Koledzy pracujący w Fakcie mówią o większej delikatności siepaczy. Nikt już do nikogo nie wysyła obraźliwych maili. Przecież mogłyby stać się dowodami w sprawie. Nikt nie wydzwania i nie rzuca mięsem przez telefon. Przecież każdą rozmowę można nagrać. Dobrze, że tak się stało. O to chodziło.

Ostatnio rozmawiałem z tzw wolnym strzelcem, któremu Wprost wisi sporo pieniędzy. Przyznał, że pod wpływem tekstów na blogu zrozumiał, że nie tylko on jest oszukiwany przez wydawców. Że w pojedynkę nie ma szans. Nasz blog daje mu poczucie solidarności wyzyskiwanych, jednocześnie dodaje mu siły i odwagi w stawianiu żądań. I teraz już żadnego tekstu „nie popełni” dla tej redakcji, która mu nie płaci. O to chodziło!

Żeby jednak nie było tak miło – pocztą pantoflową dotarła do mnie informacja o planowanych kolejnych zwolnieniach, tym razem w Gazecie Wyborczej. Znowu ten sam schemat – zwalniani będą ci, którzy zarabiają troszkę więcej z racji doświadczenia, ale jeszcze nie zostali redakcyjnymi VIPami.

Znowu chcą oszczędzać na tych, którzy tak naprawdę robią gazetę. Na tych, którzy bezpośrednio dotykają opisywanego problemu. Wybierają temat, promują go do publikacji. Dokonują wyboru wątków – przecież wiadomo, że każdy reportaż to klocki poskładane w całość ręką reportera. Nie redaktora zza biurka – on może tylko coś zasugerować. Nie zna całości obrazu, nie zna realiów.

Podobnie w przypadku fotoreporterów – to oni ustawiają plan zdjęcia. To oni decydują, czy zrobią zdjęcie konającej Księżnej Diany, czy pstrykną fotę zapłakanej kobiety z martwym dzieckiem na rękach. Sam wiele razy widziałem, jak mój foto w najbardziej drastycznym momencie odkłada aparat. Ani myślałem go wtedy mitygować – czułem wobec niego szacunek. Dostrzegł granicę pomiędzy dziennikarstwem, a pogonią za padliną. Chwała mu za to.

Tacy ludzie teraz wylatują z zawodu. Są zwalniani. Na ich miejsce wkraczają pełni zapału młodzi adepci dziennikarstwa. Nie chcę tu pozować na starego mędrca, który lekceważy siłę młodości. Pomyślcie jednak, młodzi, zanim wszystko poświęcicie dziennikarstwu. To sztuka, której trzeba się poświęcić w całości. Nieważne, że Twoja mama choruje, dziecko ma przyjęcie czy żona właśnie rodzi – dla dziennikarza najważniejszy jest newsowy temat. Skoro jest, nic innego się nie liczy.

Potem widzisz swoje nazwisko pod tekstem. Twoim? Nie do końca. Redaktor pilnuje tzw formuły gazety – i przerabia Twój tekst od podstaw. Twój wywiad z lekarzem zajmującym się przeszczepami ląduje pod tytułem: „To oni kradną organy!”.

Tu kończy się dziennikastwo, zaczyna służalczość. Albo godzisz się na takie zmiany – I JESTEŚ WSPÓŁODPOWIEDZIALNY, albo nie. I to jest rzeczywisty sprawdzian Twojego charateru. Możesz się na to zgodzić, możesz zaprotestować. Sam się zdziwisz, że to takie łatwe. Inni to zrobili – i jakoś żyją.

Wracając do zwolnień. Zwalniani są doskonali fachowcy. Nic zatem dziwnego, że nie pozostają na garnuszku opieki społecznej. Moi znajomi zakładają własne firmy, szykują się do startu w wyborach samorządowych.  Sprawdzą się, to pewne. Czy ktoś jednak zastanowił się nad stratą, jakie ponosi polskie dziennikarstwo? Czy można jeszcze o nim mówić, czy może lepiej urządzić symboliczny pogrzeb?

Spójrzcie na gazety – same nowe nazwiska. Widać, że wymiana pokoleniowa przyszła odgórnie i błyskawicznie. Powiem szczerze – żal mi tych dzisiejszych adeptów dziennikarstwa. Nauczyliby się zawodu, jeżeli na swej drodze spotkaliby Mistrzów. A czy spotkają, skoro Mistrzowie zajęli się czymś całkiem innym?

Jak już napisałem w tytule – czas na przewartościowanie. Powinniśmy odejść od tradycyjnych mediów. Nie kupować gazet, nie oglądać telewizji. Skupić się na portalach dziennikarstwa obywatelskiego. To dziś bastion (jak na razie) wolny od komercji. Oczywiście substytut, ale i alternatywa. Miejsce, w którym piszą dziennikarze, bo czują taką potrzebę. I nie ma zawsze mądrzejszego szefa-redaktora, który tekst zmienia całkowicie.

Jest to substytut, ponieważ nie ma tam też mądrego nadzoru – takiego Mistrza, który doradzi i podpowie coś w odpowiednim momencie. Grozi to znacznym obniżeniem jakości przekazu. Może jednak czas, aby przedłożyć ponad wszystko prawdziwość przekazu  – i powiedzieć „nie” dzisiejszym mediom.

Gwałtowny spadek czytelnictwa, oglądalności przekłada się na złotówki, czyli na jedyny język zrozumiały dla dzisiejszych szefów medialnych. Przy takim prezwartościowaniu stracą. I tylko wtedy można oczekiwać jakichkolwiek zmian. Tradycyjnych mediów dziennikarstwo obywatelskie raczej nie zastąpi – w końcu ile można obywatelsko pracować za darmo? Ale jest to nowa wartość, która może zagrozić koncernom.

Dawid

Luty 18 2010

Dziennikarza pilnie kupię

Taggi : , , , , , , , , , , , , ,

roter-lippenstift-1-thumb2173625 Co oznacza w dzisiejszych czasach bycie dziennikarzem? Czy w dalszym ciągu zawód dziennikarza stanowi o niezależności, prestiżu i poszanowaniu społecznym, czy może raczej o dziennikarskiej prostytucji? Czy słusznie przypisuje się nam – dziennikarzom – tytuł „czwartej władzy RP”? Czy może jest to zbytnia przecena, tego czego już nie ma? Jak postrzega nas społeczeństwo i czym zasłużyliśmy sobie na taką ocenę?

Niestety coraz częściej słyszę i doświadczam tego, czym nie powinno być dziennikarstwo i jaki nie powinien być dziennikarz. Obserwacja ta obala dotychczasową wizję praworządnego dziennikarza, dociekającego prawdy, piszącego dla ludzi, a nie przeciw nim.

‘Czarne owce” są pewnie wszędzie, w naszym fachu również. Uważam, że naszym obowiązkiem dziennikarskim jest nagłośnienie tego faktu, dla dobra wolnej i walczącej prasy. Może dlatego w ostatnich czasach doświadczamy ogromnego zainteresowania dziennikarzy blogami.

Dowodzi to, według mnie jednego, braku zaufania do słowa pisanego. Blogi stały się naszym zagrożeniem, ale i także naszą zdrową konkurencją.

Jestem zwolennikiem zachowania profilaktycznego, polegającego na odcinaniu chorych członków od reszty ciała, by nie skazić ich zdrowych części. Tak samo w zawodzie dziennikarskim, należy walczyć z „czarnymi owcami”, ujawniając ich tożsamość, by nie zdołały zniszczyć dorobku innych. A że dzieje się obecnie źle, niech przykładem będzie przyznanie gospodarzowi programu “Tomasz Lis na żywo” nagrodę Grand Press 2009 w kategorii Dziennikarz Roku za “profesjonalizm, promowanie światowych standardów pracy w mediach i przestrzeganie etycznych kanonów zawodu”

Temu Panu dziękujemy!!! Dość obłudy i zakłamania!!! Dość milczenia!!!

Drodzy Czytelnicy!
Dziennikarze nie są od kreowania rzeczywistości, lecz od jej opisywania i walki
z panoszącym się wokół złem!!!

Macie podobne odczucia? Ciekawe doświadczenia o niekompetencji dziennikarzy oparte przykładami z życia? Piszcie do nas, publikujcie swoje artykuły, zakładajcie blogi! Razem mamy szansę stworzyć miejsce wolne od cenzury!!! Razem stworzymy listę dziennikarskich ladacznic!!!

Jesteśmy w posiadaniu kilku interesujących informacji. Nasze Wiewiórki wspierają nas. Na początek dwie historie:

PIERWSZA:

PEWNA DZIENNIKARKA Z DZIAŁU EKONOMICZNEGO W RZECZPOSPOLITEJ, JEST ZAPRZYJAŹNIONA Z EUREKO. NAWET W ŚLEDCZEJ KOMISJI DO SPRAWY PRYWATYZACJI W PZU ZNAJDUJĄ SIĘ FAKTURY WYSTAWIANE PRZEZ EUREKO NA TĘ PANIĄ. A MIMO TO, RADZI SOBIE BARDZO DOBRZE I NADAL PISZE!! I NIE W BRANŻOWYCH PISEMKACH.

DRUGA HISTORIA:

PEWIEN BIZNESMEN PODOBNO ZOSTAŁ NAGRANY JAK CHWALIŁ SIĘ, ŻE JEGO KUMPEL – PEWIEN PAN BOGUSŁAW (ZNANY BANKOWIEC) OPŁACA OD WIELU LAT, WICENACZELNEGO JEDNEGO Z NAJWIĘKSZYCH DZIENNIKÓW POLSKI.

ZGADNIJ W KTÓREJ GAZECIE NADAL PRACUJE:

a) Gazeta Wyborcza
b) Rzeczpospolita
c) Dziennik Gazeta Prawna.

autor: Wiewiórki

Luty 10 2010

Dziennikarz jak kartka legitymacji?

Taggi : , , , , ,

kartkaPozwolę sobie nawiązać do opublikowanych ostatnio filmowych materiałów Pawła Znyka, które miały atakować red. Ziomeckiego (chodzi o linki z poprzedniego odcinka). Miały, bo tak naprawdę moim zdaniem zaatakowały autora (autorów?). Kiepski materiał, tendencyjny, pozbawiony merytorycznego przesłania. A jeżeli takie przesłanie było, to utonęło w ogólnym chaosie. Rozczarowanie – bo poprzednie filmy dotyczące działań TVN były o niebo lepsze.

W tym ostatnim filmie roi się od chwytów, które Paweł Znyk zarzucał TVN. Tabliczka z nazwą wydziału karnego, odczytanie nazwisk oskarżanych dziennikarzy – odbiorca ma zrozumieć, że oto widzi przed sobą przestępców. To dlatego tytuł Marionetki Roku przekazywany jest Mariuszowi Ziomeckiemu właśnie w sądzie, a nie np. w redakcji Superaka. Wezwanych strażników kamera pokazuje z żabiej perspektywy – wrażenie brutalnej wszechwładzy, blokującej pytania do red. Ziomeckiego.

Kolejna sprawa – dziennikarz rozmawiający z przedstawicielami Super Expressu zadaje mało profesjonalne pytania. Bardziej jest to zaczepka obliczona na nierozważne słowo osoby atakowanej. Kiedy takie słowa padają (o gnojku, o daniu pięścią w twarz itd.), podkręca ich wydźwięk w kolejnym pytaniu potwierdzającym.

Domyślam się, że podstawowym chwytem miało być przesłanie: wy w Superaku robicie tak samo – jak się teraz czujecie? Tyle, że ta teza jest słaba – bo brakuje jakichkolwiek zarzutów merytorycznych wobec ludzi z SE. Oni stoją na korytarzu sądowym. I to wszystko. Może ostałaby się ta teza w zestawieniu z analogicznym materiałem w wykonaniu superexpressowym, atakującym kogoś „za darmo”. Tu pada kompletnie.

Zapyta ktoś – po co w takim razie puszczaliśmy te linki? Film jest kontrowersyjny i może wywołać dyskusję o różnych sprawach. A to wartość sama w sobie. Poza tym na naszej stronie – na platformie wolności – nie ma obowiązku zgadzania się z czyimiś przekonaniami. Jak napisał Wolter: Nie zgadzam się z Pańskimi poglądami, ale oddam życie, aby mógł je Pan głosić. Ja teraz też nie twierdzę, że ostatni film Pawła Znyka jest słaby – tylko moim zdaniem tak właśnie jest.

Tyle w kwestii mojej subiektywnej oceny. Jest jednak w tym filmie rzecz, na którą zwróciłem baczniejszą uwagę. Atakowana przez dziennikarza (?) osoba sprowadza całą istotę dziennikarstwa do żądania okazania legitymacji prasowej. Wobec braku takiego dokumentu odmawia komentarza. Ma oczywiście prawo do takiego kroku.

Czy legitymacja prasowa jest rzeczywiście papierkiem lakmusowym dziennikarstwa? Wątpię. Wystarczy otworzyć portal internetowy, zarejestrować go i można produkować tony takich świstków. Legitymację prasową dostanie wtedy każdy, kto wyrazi chęć jej otrzymania.

Podobnie rzecz się ma w redakcjach w obecnym stadium rozwoju (kryzysowego). Legitymację prasową otrzyma ten, kto najbardziej odpowiada obecnym tendencjom w mediach. Nie ten doświadczony, znający fach – ten tańszy.

Myślę, że brakuje nam odpowiedniej definicji dziennikarza, określenia ram zawodu. Pełna otwartość na dopływ „świeżej krwi” sprawiła, że nasz zawód mocno podupadł. Niekoniecznie trzeba skończyć studia, aby zostać Panem Redaktorem. Niekoniecznie trzeba orientować się w Prawie Prasowym. Nikt nikogo niue zmusza do przestrzegania jednego z wielu Kodeksów Etycznych.

To absurd, że jest możliwa taka sytuacja: jednego dnia młodziutka osóbka wkracza do redakcji, drugiego dnia już hasa w polowaniu na tematy, z legitymacją prasową w dłoni. Jak małpa z brzytwą.

Pytanie, czy komukolwiek zależy dziś na uregulowaniu statusu dziennikarza, na określeniu ram zawodu? Prasie bulwarowej typu Fakt czy Super Express na pewno nie – bo może dotychczasowi dziennikarze staliby się zwykłymi pracownikami mediów. Gazetom i czasopismom bardziej ambitnym też nie – bo może w nowym gorsecie nie mieściłyby się niektóre zagrania, stosowane przez te media pod publiczkę. Ustawodawcom (politykom) nie w smak zadzierać z mediami, bo w świadomości wyborców istnieją przecież tylko dzięki tym mediom.

W tych warunkach na rzeczywistym samookreśleniu się dziennikarzy może zależeć tylko związkom zawodowym, a te w praktyce w naszym zawodzie nie istnieją. Kółko się zamyka. Legitymacja prasowa nadal pozostaje zwykłą kartką zadrukowanego papieru.

Dawid

Styczeń 26 2010

Błotne kąpiele na balu

Taggi : , , , , , , , ,

balTegoroczny Bal Dziennikarzy pokazał prawdziwy obraz polskich mediów. Impreza miała szczytny cel – zbiórkę pieniędzy na rodziny zastępcze. Każdy wie, czym różnią się takie formy wychowywania dzieci w rodzinach od najlepszych nawet Domów Dziecka. Po prostu wszystkim! Tylko przyklasnąć, że brać dziennikarska zebrała się tłumnie wokół jednej, pięknej idei. O czym po balu krzyczały czołówki gazet? O milionach na sierotki? O tysiącach wspartych rodzin zastępczych? Nie – wszyscy od brukowców po poważne tytuły rozstrząsali pyskówkę pomiędzy Dodą i Piotrem Tymochowiczem. Z wypiekami na twarzy można było wysłuchać Dody, która mówi, że to kolega pomógł Tymochowiczowi w zrobieniu własnego dziecka. Potem zaciskać w geście solidarności pięści, słuchając Tymochowicza, który nazywa Dodę szmatą i kwestionuje jej IQ. Na koniec przyznać rację zrozpaczonemu biologicznemu ojcu (DJ Pawelec), którego Tymochowicz i narzeczona odcinają od córeczki. Albo wzruszyć się szczerym wyznaniem narzeczonej Tymochowicza, która oskarża Pawelca o dążenie do usunięcia ciąży… Albo… Itd. Brazylijska telenowela z dramatem dziecka w tle! Dokąd my doszliśmy? Do publicznego szaletu we wszystkich polskich mediach?! Czy naszych Czytelników powinny obchodzić prywatne sprawy grupki znanych osób? Czy to jest dziennikarstwo? Ktoś powie – ta kłótnia była publicznym wydarzewniem i jako taka straciła walor prywatności. Czy ktokolwiek dałby czołówkę gazety o kłótni dwóch meneli pod budką z piwem? Taki temat trafiłby co najwyżej do kroniki ktryminalnej. A kiedy jeden celebryta powie coś przykrego drugiemu celebrycie robi się z tego news! To prywatna sprawa tych czworga ludzi, że zdecydowali się publicznie prać brudy, obrzucać się błotem. Być może mieli powody i być może swoje racje. Tematem samym w sobie jest walka biologicznego ojca o prawa do dziecka. Czy też żal i osamotnienie porzuconej kobiety. Jasne, że tak – ale to dziennikarz powinien oddzielić w tym przypadku ziarno od plew. Rzeczowe argumenty od zwykłego błota. Dlatego właśnie tak ważną w dzienikarstwie cechą jest profesjonalizm. Przykładowo – narzeczona Tymochowicza w nakręconym oświadczeniu mówi rzeczowo o sytuacji swojej i swojego dziecka. W kolejnych zdaniach oskarża Pawelca o sprawy, które trudno udowodnić. A cytowane są obie części tej wypowiedzi. Tymochowicz opowiada o swoim adoptowanym dziecku. W kolejnych słowach nazywa Dodę szmatą. I też idzie wszystko – bo to podkręca emocje! Rynsztok i bagienko wśród celebrytów – ciesz się i dziwuj narodzie! Tegoroczny Bal Dziennikarzy i jego skutki medialne to kolejny przykład na wielokrotnie już stawianą tu tezę o tabloidyzacji WSZYSTKICH polskich mediów. Schlebianie najniższym instynktom czytelniczym zamiast misji. Opisywanie, kto komu strzelił w gębę, kto na kogo napluł i kto z kim spał zamiast spraw naprawdę ważnych. Doda całująca prezydenta czy bluzgająca na Tymochowicza zamiast sprawy rodzin zastępczych. Brukowiec Story to opowieść nie tylko o Fakcie czy Superaku – to opowieść o wszystkich mediach dokonujących wyboru tematu w sposób bulwarowy, tabloidowy. Kto poda wyjątki? Dawid

Styczeń 17 2010

Razem możemy więcej!

Taggi : , , , , ,

Bloger Fiatowiec poprosił nas o pomoc w reklamowaniu Jego blogu. Poniżej cytujemy Jego prośbę. Robimy to tym chętniej, że od pewnego czasu współpracujemy i efekty tych działań już wkrótce będą widoczne w naszym serwisie. Szczegóły poznacie wkrótce – Dawid I przyjaciele

Głosowanie na Bloga Roku – Prosimy o Twój Głos
U nas znajdziecie najświeższe informacje dotyczące całej Grupy Fiata w Polsce oraz ciekawe newsy z kraju i ze świata. Grono naszych wiernych Czytelników ciągle się powiększa, bo My piszemy o Was i dla Was.

Chcesz dołączyć do naszych Przyjaciół i znaleźć się wraz z innymi na naszym Blogu? Zarejestruj się na naszym portalu i komentuj nasze artykuły, a jeśli masz jakieś informację dotyczące Fiat Auto Poland lub Waszej walki o prawdziwie wolne, rzetelne media – pisz do nas. Gwarantujemy pełną anonimowość.

Napisz do nas na adres e-mail: redakcja.npai@gmail.com

Niezależna Pracownicza Agencja Informacyjna Fiatowiec czeka na każdy Wasz sygnał. My napiszemy nawet o tym czego nie opublikują polskie media, bo u nas nie ma cenzury.

Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy oraz Przyjaciele Dziennikarze!!! Potrzebna nam jest teraz Wasza pomoc!
Nasz blog pracowniczy bierze udział w konkursie na Blog Roku 2009, organizowany przez Onet.pl.

Oddajcie proszę swój głos na blog Fiatowiec w konkursie BLOG ROKU 2009.
Wystarczy wysłać jednego SMS o treści B00200 (te cyfr 00 to są zera) na numer 7144.

Treść SMS należy wpisać jednym ciągiem, bez żadnych spacji.
Koszt wysłania SMS 1,22 zł.

Całkowity dochód z SMS organizator Onet.pl przekaże na turnusy rehabilitacyjne dla niepełnosprawnych. Z jednego numeru telefonu, można wysłać tylko 1 SMS.

Dziękuję Wam za pomoc!
Proszę przekażcie tą informację swoim Koleżankom, Kolegom , Znajomym oraz rodzinom.

Pozdrawiam Fiatowiec

Styczeń 14 2010

Dziennikarze na stos?

Taggi : , , , ,

stosProkurator z Krakowa odniósł wreszcie sukces w sprawie afery gruntowej. Nie wyszło mu z Andrzejem Lepperem, nie wyszło z Januszem Kaczmarkiem i innymi grubymi rybami, znalazł wreszcie winnych. Śledczy mógł w końcu postawić konkretne zarzuty konkretnym ludziom – dziennikarzowi Radia Zet Mariuszowi Gierszewskiemu i Krzysztofowi Skórzyńskiemu z TVN24. Skoro zbyt wielu winnych w sprawie afery nie ma, to zawsze można siegnąć po dziennikarzy.

Stanowisko prokuratora jest słuszne i jak najbardziej uzasadnione. Każdy trzeźwo myślący człowiek rozumie, że ktoś wykonujący swoją pracę chce mieć rezultaty. Śledztwo w sprawie afery gruntowej rozmywa się, przez niechlujnie zmontowaną sieć wyskakują na zewnątrz wszystkie co grubsze rybki. Przecież prokurator musi czymś się wykazać przed przełożonymi!

Na szczęście zawsze pod ręką są dziennikarze, na których można zwalić winę za nieudolne śledztwo. Nic się nie udaje, bo pismacy ujawniają niezwykle ważne dla sprawy tajemnice. Podejrzani czytają, słuchają, oglądają te doniesienia prasy i mataczą. Oczywista oczywistość i są już winni. Można im postawić zarzuty o spowodowanie całego zła na świecie.

Zawsze jest pod ręką art. 241 KK który mówi, że „kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym podlega grzywnie albo ograniczeniu wolności albo pozbawieniu wolności do lat dwóch”. Dura lex, sed lex. Skoro w kodeksie karnym istnieje taki artykuł i dziennikarze jako grupa zawodowa nie są spod niego wyłączeni, to jak się domyślam nie ma w Polsce prasy brukowej! Nie ma gazet czy czasopism zajmujących się sprawami kryminalnymi! Telewizyjne programy kryminalne są nadawane z podziemia!

Dlaczego? Wyjaśnienie jest proste – olbrzymia większość artykułów zamieszczanych w Fakcie czy Super Expressie to opis spraw objętych postępowaniem przygotowawczym, jeszcze przed ujawnieniem szczegółów w sądzie! Każde morderstwo, każdy gwałt czy napad opisany w brukowcu narusza terytorium prokuratorskie! Każdy reportaż telewizyjny, pokazujący zapłakaną rodzinę ofiary, wyznanie win sprawcy, pełne oburzenia wypowiedzi sąsiadów ofiary czy sprawcy – również podpada pod art. 241!

Skoro prasa brukowa ma się dobrze, TVN może kręcić materiały o gwałtach czy zabójstwach, to jak się to ma do równości wszystkich wobec prawa? Dlaczego w tamtych przypadkach naruszeń prokurator uznaje prawo do informacji za prawo nadrzędne, a w przypadku Mariusza i Krzysztofa jest odwrotnie?

Czy chodzi tu o stworzenie podejrzanym możliwości mataczenia? Nie sądzę. Częstą praktyką w informowaniu o konkretnej, bulwersującej sprawie kryminalnej jest utajnianie przez policję czy prokuraturę pewnych drobiazgów – np. narzędzia zbrodni, okoliczności zdarzenia. Mało istotny szczegół, który ma pozostać tylko w zeznaniach świadków i sprawcy. Dziennikarz dociera na miejsce przestępstwa i od naocznego świadka słyszy, że „ten bandyta dźgnął biednego Stefana dwa razy w brzuch takim wielkim, wojskowym nożem!” Wypowiedź idzie w świat i nici z zatajonego szczegółu.

Słyszał ktoś o procesach dziennikarzy, którzy mimochodem ujawnili takie informacje? Ja nie słyszałem. Głowę daję, że wiele razy w taki sposób dzienikarze zniweczyli wysiłki prokuratorów. Może nawet utrudnili postępowania. A jednak śledczy nie odważyli się wsadzać za to do paki dziennikarzy. Może przeklinali pod nosem, czytając artykuł w prasie, ale nie stawiali zarzutów wrednemu pismakowi.

Co różni sprawę ujawnioną przez Mariusza i Krzysztofa od klasycznego zabóstwa, gwałtu, napadu? Na pewno artykuł, pod który podlegają ewentualni sprawcy, na pewno wszystkie okoliczności, wymiar społeczny itd. Podstawową różnicą jest jednak, moim zdaniem, waga zgromadzonych dowodów. Jeżeli prokurator i policja (czy inne służby) wykonają dobrze swoją robotę, to sprawcy przestępstwa wylądują za kratkami niezależnie od tego, co ujawni prasa. Jeżeli dowody z postępowania przygotowawczego są miałkie i nijakie, to prokurator przegra w sądzie. To jest, jak myślę, prawdziwy powód ataku krakowskiego prokuratora na dziennikarzy!

Papierkiem lakmusowym intencji prokuratorów będzie teraz zapewne decyzja Prokuratury Krajowej. Zobaczymy, czy prokurator krajowy powie koledze z Krakowa: „stary, wygłupiłeś się, daj spokój”, czy „tak trzymaj”. Jak by nie było – skorzystanie z art. 241 KK w sprawie Mariusza i Krzysztofa w zestawieniu z powszechną tendencją opisywania „świeżych trupów” w mediach wskazuje na wybiórcze podejście prokuratury.

A to jest niebezpieczne! Albo wszystkich traktujemy równo i kosimy po łbach, jak leci, albo wyłączamy z art. 241 dziennikarzy, aby nie ośmieszać prawa! Myślę, że realne jest jedynie to drugie wyjście i ustawodawcy muszą zdać sobie z tego sprawę. Wariant pierwszy – dziennikarze idą do więzienia… Dla uwięzionych to znacznie lepsze od Grand Pressa czy innych nagród. Sympatia innych dziennikarzy i odbiorców jest po stronie tych broniących wartości żurnalistów. Sprawcy nagonki na pismaków albo przegrywają od razu, albo przy okazji najbliższych wyborów. Palenie (stosów) albo zdrowie. Wybór należy do Ciebie, minister…

Dawid

Styczeń 03 2010

Z nazwiskiem brzmi ładniej?

Taggi : , , , , , , ,

brukW noworocznym numerze „Pressa” doczekaliśmy się sążnistej recenzji naszego bloga autorstwa Mariusza Kowalczyka. Ileż tam jest zarzutów! Nic, tylko pokajać się i zarzucić pisanie! Autor zgrabnie klei swoje pudełeczko pod nazwą „blog zemsty” i do tego pudełka wrzuca kolejne tezy, które mają potwierdzić wcześniejsze założenie.

Oprawa pudełeczka: Brukowiec Story jest blogiem zemsty, bo Dawid przez wiele lat był pracownikiem Faktu. Teraz stracił pracę w gazecie i mści się, strzelając zza węgła, na dodatek anonimowo. Hola, Panie Marcinie! Nigdy nie napisałem, że przez wiele lat byłem pracownikiem Faktu – podałem, że byłem przez wiele lat związany z redakcją. To dwie różne sytuacje, niekoniecznie tożsame. Nigdy też nie wspominałem o tym, że ktokolwiek miałby mnie zwalniać. Może najpierw musiałbym być zatrudniony?

Bez tych założeń cała misterna siatka przyczyn i skutków zaczyna się jakby z lekka rwać. Redaktor Kowalczyk zrecenzował naszego bloga na zasadzie tabloidu – tu czarne, tu białe. Tak w życiu bywa niezmiernie rzadko. Tylko w brukowcach nie ma półcieni, wszystko jest jasne, proste i oczywiste. W rzeczywistych brukowcach, nie w Brukowcu Story.

Zastanawia wybór pewnych fragmentów. W mailowym wywiadzie faktycznie napisałem, że rozumiem gorycz w wypowiedziach byłych pracowników Faktu, których wykorzystano i wyrzucono na śmietnik. Była to odpowiedź na pytanie Red. Kowalczyka, dlaczego w komentarzach na blogu jest tyle agresji. Była też druga część mojej wypowiedzi – że w agresji i opluwaniu innych internautów prym wiodą tzw obrońcy Faktu (czytaj: osoby związane z kierownictwem redakcji). Ta część wypowiedzi już do pudełka nie pasowała?

Na blogu nigdy nie pisałem o „lizankach, macankach”, o tym, kto kiedy przed kim rozkładał nogi. Takie wypowiedzi pojawiały się w pojedyńczych komentarzach internautów do knkretnych odcinków bloga. Z art. M. Kowalczyka wynika tymczasem niezbicie, że cały blog to tylko takie wspominki…

I wreszcie zarzut podstawowy – Dawid pisze anonimowo i dlatego jest niewiarygodny, nierzetelny i godny potępienia. Pan, red. Kowalczyk, pisze pod nazwiskiem, a już na pierwszy rzut oka dokonał Pan kilku manipulacji dla poparcia stawianych tez. I to jest w porządku?

Cóż Pan robi z kolegą z bloga Antypresse? Zakłada Pan, że podane przez Pana nazwisko autora jest prawdziwe. Tomasz Szymborski – bo tak plotka w środowisku głosi. I co dalej z tym fantem zrobić? Trzeba przypiąć mu łatkę, że próbował szantażem załatwić sobie etat w „Dzienniku Zachodnim”. Jak mu to nie wyszło, założył kolejnego „bloga zemsty”.

Mało istotne, czy na swoim blogu pisze on prawdę, czy nie. Czy podnosi ważne problemy, czy pisze o głupstwach. Po co ścierać się na argumenty, dyskutować merytorycznie. Lepiej przykleić łatkę szantażysty i znowu wszyscy mogą się czuć lepiej. Bo ten anonimowy bloger dał się złapać na tym, że ma krzywe nogi albo garbaty nos. Skoro trudniej było nam poradzić sobie z blogerem w dyskusjach ad rem, łatwiej pójdzie ad personam.

Wielu znanych dyskutantów promuje tezę, że pisanie pod własnym nazwiskiem jest bardziej odważne, bardziej wzniosłe. Zacznijmy od kwestii, że wiele tych nazwisk powstało tylko i wyłącznie na użytek pisania. Nawet wielkie powieści pana Aleksandra Głowackiego powstawały pod pseudonimem Bolesław Prus. Krzysztof Kamil Baczyński publikował swoje wiersze jako Jan Bugaj. Młody Karol Wojtyła w „Tygodniku Powszechnym” i „Znaku” przedstawiał się jako Andrzej Jawień, od 1961 – Stanisław Andrzej Gruda. Maria Gariela Korwin-Piotrowska używałą nicka (jak dzisiaj napisalibyśmy) Gabriela Zapolska!

Poczet anonimów jest wielki i trudno ich wszystkich wepchnąć do jednego pudełka. I nikt nie próbuje, bo oni swoją anonimowość przekuli na rzeczywistą wartość. Niżej podpisanemu nie chodzi bynajmniej o tak daleko idące porównania, mam w sobie zbyt wiele pokory wobec Słowa. Chodzi o pokazanie niekonsekwencji w podejściu do anonimowego pisania.

Dla mnie osobiście tworzenie bloga pod nickiem jest prawdziwą próbą pisania odpowiedzialnego. Przecież nikt nie zna mojego nazwiska, mogę tu napisać w zasadzie wszystko. Że ten ma taką kochankę, tamten to typ spod ciemnej gwiazdy, a ta to… itd. Blog jest poza granicami Polski, a zatem hulaj dusza! Nawet, jeżeli ktoś będzie się czegokolwiek domyślał, to w życiu żadnych dowodów na to nie zdobędzie.

A jednak nie uciekam w błoto. Nie robię tego, bo tak w realu, jak i w wirtualu nigdy nikogo błotem nie obrzucałem. Tu na blogu udawadniam, że teza o „blogu zemsty” to piramidalna bzdura.

I może to właśnie jest najgorsze. Skoro ten blog ma tak wielką popularność, to trzeba go wepchnąć do pudełka z odpowiednią etykietką.

Nikt nie zna moich kochanek czy skłonności seksualnych, trudno zatem znaleźć realnego haka. Tym hakiem muszą być zatem zamienniki w postaci zarzutu anonimowości i rzekomych powodów działania. Cóż innego pozostaje? Jeżeli nie wrzucić do pudełeczka, to może przyznać rację? A w życiu! Przecież poszłoby to na konto anonima, a nie na konkretne, znane nazwisko!

Już krótka historia tego bloga udawadnia, że ludzie dzielą się na tych, którzy nawet anonimowo potrafią trzymać klasę i na tych innych. Olbrzymią zaletą anonimowego bloga jest to, że potrafi wyciągnąć na wierzch prawdę o człowieku. Tu nie trzeba się zgrywać i udawać kogoś innego. Może właśnie dlatego taki blog stanowi zagrożenie dla zdefiniowanych publicystów. Ktoś (nie wiadomo kto) pisze coś, co oni sami woleliby wpisać dla chwały własnego nazwiska! Takie marnotrawstwo!

Jeszcze większym zagrożeniem takie blogi są dla wydawców. Potężny koncern medialny bywa krytykowany przez publicystów podpisujących się imieniem i nazwiskiem. Przeciwnik jest jasno określony, obliczalny. Blog to w zasadzie atak partyzancki. Nic do końca nie jest pewne, wydawca musi się pilnować na każdym kroku.

Musi zacząć dbać o prawa pracownicze, musi powstrzymywać język, przemyśleć każdą decyzję. Bo nagle partyzanci mogą coś napisać, albo nie daj Boże, założyć związki zawodowe! I wtedy dopiero byłby problem! Wyrobnicy Słowa i Obrazu nagle zaczęliby stawiać jakieś żądania! A to byłby koniec świata – i początek normalności.

Dawid

Grudzień 31 2009

Tego życzymy Wydawcom…

Taggi : , , , , ,

sylwester2010Z okazji zbliżającego się Roku 2010 życzymy nam wszystkim szacunku do siebie nawzajem, do swojej pracy, do swoich czytelników. Niech ten rok będzie lepszy od poprzedniego. Niech nam wszystkim przyniesie mnóstwo powodów do zadowolenia – z siebie, z działań zwierzchników, ze zmieniającej się na normalniejszą sytuacji dziennikarzy w Polsce. Dla Wydawców mamy prezent specjalny, nadesłany przez “55”. Dla Wydawców to prezent, dla nas – jedyna szansa…

Dawid i przyjaciele

Jak się bronić wobec wykorzystywania wydawców?
Wystarczy spojrzeć na wzorce z zachodu: jedyna sensowa odpowiedź, to związki zawodowe.
Owszem, wobec trudnej sytuacji wydawniczej tamci dziennikarze i fotografowie także dostają bęcki, ale mimo wszystko wydawcy liczą się z ich siłą. Choć w Polce trudno w to uwierzyć, są europejskie kraje, gdzie stawki za artykuły czy zdjęcia są godziwe, poniżej pewnego minimum zejść nie można.
Dlaczego zatem u nas nie jest o możliwe? Cóż, płacimy za historię i za skutki transformacji. Wielu młodym, prężnym, młodym gniewnym, a to jest siła robocza wielu redakcji, związki wydają się jakimś komunistycznym reliktem…
Tak jednak nie musi być.
Trzeba tylko kilku kwestii pilnować. Ważne jest aby związku nie założył jakiś cwany leser, bo zapłacą za to wszyscy. Związek nie ma służyć do tego, by się dekować od roboty, tylko by nie pozwalać krzywdzić pracowników.
W Fakcie nikt o związkach nie pomyślał. A szkoda.

Koleżanki i koledzy z Axla – gorąco was namawiam, razem możecie być silniejsi. Pomyślcie, czy nie warto założyć związku u siebie.
Pomyślcie o swoich prawach, swoich pieniądzach, emeryturach, których się Was pozbawia zatrudniając na ryczałtach. Obcina się wam wierszówki. Z silnym związkiem możecie więcej.

Jednak nie dajcie się cwaniakom wpuścić w maliny. Przykład cwaniactwa w związkach to historia starego superexpressu. Związki były dwa:
Pierwszy chyba OPZZ albo cos takiego. Założony przez Mirę Suchodolską w Katowicach.
Mira Suchodolska, kobieta z charakteru ostra i nieustępliwa, na szefową związków nadawała się świetnie. Związek jednak nienazwiązkował za dużo. W zasadzie po założeniu było o nim cicho, a potem Suchodolska dostała desant do Warszawki i wynajęte na koszt redakcji duże służbowe mieszkanie. Sprowadziła się tu wraz z rodziną, synem i partnerem fotografem Mirkiem Noworytą, który także dostał zatrudnienie w Warszawie. Suchodolska była reporterką Weekendu, piątkowego magazynu superaka, a potem zajmowała stanowiska redaktorskie i chyba nawet z czasem została kierowniczką czegoś tam.
Prawda, że ślicznie?
Drugi związek Solidarność, zakładał wspomniany już na tym blogu niejaki Dariusz Rostkowski. Dokooptował sobie śp. Bogdana Maciejewskiego i żonę Jacka Kuronia, Danutę Kuroń, która była redaktorką Weekendu. Kuroniowa była tutaj figurą mityczno-symboliczną, ale wszystko organizował Rostkowski. Przychodził do nas do krajowego i do warszawskiego i namawiał, ogłoszenia wieszał…
Gdy związek wystartował, z czasem założyciele stali się nietykalni, o związku zrobiło się cicho. Rostkowski miał miłą pensję i od czasu do czasu mógł zabumelować, (robił to potem nawet jako szef warszawskiego) z tego był znany, Maciejewski miał parasol do swojej emerytury, co było priorytetem, Kuroniowa czuła się przyzwoicie, i taki to był związek. Niedługo potem ona zresztą odeszła gdzie indziej.
Potem już nikt nie próbował, a luzie uwierzyli, że są od tego, by być trzymanymi za mordę.
Tak jednak nie jest.
Pierwsze co możemy zrobić, dla naszego wspólnego dobra, niezależnie gdzie pracujemy, to popracować nad mentalną zmianą dotyczącą myślenia o związkach. Dobrze byłoby zatem sięgnąć do przykładów z zachodu, nieskażonych komuną.
Możemy podawać takie wzorce, rozmowy, wywiady…
Jeśli ludzie z faka uwierzą, że mogą założyć sensowny związek i zrobią to, wówczas będzie w redakcji/wydawnictwie siła zdolna przemocy postawić kontrę.

Drugą rzecz, którą warto zrobić, to opublikować w zakładce przepisy pracownicze i adresy, gdzie zgłaszać mobbing, przemoc, molestowanie, jakie są przepisy, co może PIP – dac taki poradnik.
Pozdrawiam, uczy do góry, będzie dobrze!

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ