Maj 18 2010

Propaganda sukcesu czy chamstwa?

Taggi : , , , , , , ,

murNapisała do nas osoba pracująca w Fakcie. W mailu była prośba o publikację tego na stronie. Konieczność takiej publikacji dla mnie jest oczywista. Zestawione fakty z życia Faktu wskazują dobitnie, że najważniejszym kierunkiem działania koncernu ASP jest maksymalny wzrost, maksymalny rozwój przy minimalnych kosztach pracy. Ta zasada się nie zmieniła i chyba nieprędko się zmieni.

Nadal dziennikarze, fotoreporterzy będą dla kadry kierowniczej jedynie wyrobnikami Słowa i Obrazu. Niestety – całe nasze dziennikarstwo wciąż jeszcze stoi przed murem stoczni i czeka na tych pierwszych, co mur przeskoczą. Długa droga przed nami – od zapyziałego, wilczego kapitalizmu po nowocześnie funkcjonujące redakcje zachodnie.

Są jednak i wieści pozytywne. W wielu miejscach grają wsiadanego – powstają związki zawodowe dziennikarzy. Oznaczałoby to, że polskie dziennikarstwo jest już na etapie Sierpnia 80. Do nadrobienia jeszcze 30 lat, ale może…

Dzisiejszy mail nie jest jedynym z redakcji Faktu. Nadawcy podkreślają, że nasz blog już im bardzo pomógł. Tym, że pisał o skrzętnie chowanych mrocznych stronach brukowca, i tym, że w ogóle powstał. Okazuje się, że sama możliwość opisania pewnych historii na tej stronie wpływa hamująco na zapędy mobberskie kierownictwa redakcji. “Kiedyś ze strachem odbierałem telefony z warszawki. Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na cierpkie słowa typu: ten temat jest do dupy, to jest gówno, szkoda czasu. A dziś się pilnują! Lecą teksty typu “kochany, ja bym chciał(a), żebyś mi zrobił coś innego” Jestem w szoku!!! Pracuje się łatwiej i masz Dawidzie w tym wielką zasługę! Dzięki i pisz dalej !” – czytam w liście od Kryspina. To dobra wiadomość – o to chodziło autorom tej strony. Skoro kierownictwu “Faktu” brakuje klasy, to pomoże kindersztuba w postaci choćby takiego bacika.

Mamy też kilka nadesłanych perełek, które sukcesywnie będziemy wypuszczać. Dzięki, Przekojot, za ostatnią przesyłkę. Postaramy się całość tak zamieścić, żeby każdy czytelnik sam mógł otwierać załączniki – bo warto. Dzięki temu więcej ludzi pozna prawdziwą twarz brukowców. A teraz zapraszam do lektury poniższego maila – Dawid

Jak wiadomo pracownicy Axel Springer otrzymują co jakiś czas news lettery. Oto jaki nadszedł właśnie do nas.

Prezes Sowa wyraża w nim radość, że skończył się kryzys w branży medialnej, informuje że AS osiągnął rekordowe zyski itd. Itp.

Ja mam nadzieję, że pisze nam to po to żeby nas poinformować, że wkrótce będą podwyżki płac. I jednocześnie przyznaje, że zwolnienia sprzed kilku miesięcy to była pomyłka i chamstwo koncernu razem wzięte.

W samym Fakcie wyrzucili 30 osób a teraz bezczelnie pokazują jakie to wspaniałe wyniki finansowe przynosi wydawnictwo.

Czekamy na podwyżki Prezesie czekamy. A jeśli one nie nastąpią to daruj sobie takie pierdzielenie, bo to tylko irytuje wszystkich, co dostają po 2 – 4 tys na miesiąc i wymaga się od nich poświęcenia życia dla chwały AS.

A oto dosłowne cytaty z owego maila:

Szanowni Państwo,

Koncern Axel Springer opublikował właśnie raport finansowy za pierwszy kwartał tego roku. Ogłoszone wyniki są rekordowo wysokie pomimo tego, że europejskie rynki nadal borykają się ze skutkami gospodarczego kryzysu.

Po raz pierwszy w swojej historii spółka wypracowała tak wysoki zysk EBIDTA, przekraczający w pierwszym kwartale 119 mln euro. Znacząco wzrosły też przychody firmy, w tym przychody reklamowe. Na tak dobry rezultat złożyły się wyniki gazet i czasopism z portfolio Axel Springer, co potwierdza, jak atrakcyjnym biznesowo medium pozostaje segment prasowy.

Świetnie radzą sobie również media cyfrowe, których przychody zwiększyły się w pierwszym kwartale o połowę. Coraz lepsze wyniki notują też zagraniczne spółki Axel Springer. Generują one prawie jedną czwartą przychodów koncernu.

Tak dobre wyniki pozwalają wierzyć, że najgorszy okres branża mediowa ma już za sobą. Prognozy na kolejne kwartały są w Europie optymistyczne.

Z poważaniem,
Marek Sowa, prezes zarządu

I drugi cytat :

Rekordowy wynik koncernu Axel Springer

Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej koncern Axel Springer rozpoczął ten rok od znaczących sukcesów. W pierwszym kwartale 2010 r. zysk przedsiębiorstwa przed odliczeniem podatków, odsetek od kredytów oraz amortyzacji (EBIDTA) osiągnął rekordowy w historii firmy poziom 119 mln euro. Przychody grupy wzrosły o 7 proc. do 663,7 mln euro, a przychody z reklamy poprawiły się o ponad 12 proc w porównaniu do pierwszego kwartału 2009 r. Dynamicznie rozwijają się także media cyfrowe firmy. Ich przychody w pierwszym kwartale tego roku wzrosły o ponad 50 proc. Zagraniczne spółki Axel Springer wypracowały wskaźnik EBIDTA na poziomie 7,5 proc. Udział ich przychodów w ogólnych przychodach koncernu wzrósł do 23,8 proc.

“Przeprowadzone na wczesnym etapie cięcia kosztów i restrukturyzacja przynoszą teraz rezultaty. Dzięki Waszym wysiłkom w przeprowadzeniu zmian, dzięki Waszemu zaangażowaniu i kreatywności ze spokojem i optymizmem wchodzimy w kolejne kwartały. Serdecznie Wam za to dziękuję” – podkreślił w liście do pracowników Mathias Döpfner, prezes zarządu Axel Springer AG.

Marzec 04 2010

Wyrobnicy słowa koncernowi

Taggi : , , , ,

galery1Witajcie po dłuższej nieobecności! Musiałem pojeździć służbowo po Europie. Przy okazji spotykałem się z kolegami dziennikarzami z bardziej cywilizowanych krajów. Nie mogli uwierzyć, że my tak spokojnie godzimy się na niektóre rzeczy. Na zaniżanie stawek za artykuły. Na to, że wydawca może zamówić artykuł, a potem się rozmyślić i nie zamieścić, albo zamieścić i nie zapłacić.

Nie mogli tego zrozumieć, że w kraju Lecha Wałęsy i „Solidarności” dziennikarze są na tyle stłamszeni, że boją się głośno domagać swoich praw. „Gdzie są wasze związki zawodowe, dlaczego was nie bronią?” – pytali. Ja im na to, zgodnie z prawdą, że w redakcjach związków zawodowych praktycznie nie ma. Każda wzmianka o zakładaniu takich organizacji wywołuje u wydawców nerwowe reakcje. „Skoro nie macie związków, to dlaczego się dziwisz, że koncerny wami pomiatają? Szanuje się tylko poważnego przeciwnika, słabego ma się za nic”. Tak, tak – przeciwnika, bo interesy szefów redakcyjnych i szeregowych dziennikarzy w tych najbardziej podstawowych kwestiach zawsze były i będą sprzeczne. Wydawca chce dostać jak najwięcej, płacąc jak najmniej. Dziennikarz ma priorytety dokładnie odwrotne. Już niedługo zamieścimy tu odcinek instruktażowy, poświęcony zakładaniu związku zawodowego. Co, jak i w jaki sposób. Takie abecadło związkowe.

Nawiązując do sprawy wykorzystywania szeregowych dziennikarzy przez wydawców – w większości redakcji łamie się prawa pracownicze dotyczące ilości godzin pracy. Dziennikarze zwykle mają nienormowany czas pracy. W praktyce oznacza to 24-godzinny czas pracy przez siedem dni w tygodniu. Pracy albo chociaż gotowości do pracy. Stałą dyspozycyjność – niezależnie od sytuacji.

To niezwykle korzystne rozwiązanie dla wydawców. Po co zatrudniać trzech dziennikarzy na dobę na 8-godzinne dyżury, skoro to wszystko może załatwić jedna osoba?! To jawne łamanie prawa pracy. Nikogo nie interesują skutki takiej roboty. Młody, pełen zapału reporter lubi taką pogoń. Czuje się niezwykle potrzebny redakcji, wręcz niezastąpiony. Lata mijają, a on wciąż biega po terenie z laptopem i dyktafonem, czy z kamerą pod pachą. I jest coraz bardziej zmęczony pracą ponad siły, coraz bardziej schorowany. A takiego już redakcja nie potrzebuje – są młodsi, zdrowsi, tańsi. Pojawiają się frustracje, stąd blisko do naszej zawodowej przypadłości – pociągu do trunków procentowych.

A przecież można zupełnie inaczej. Dyżury redakcyjne, po przepisowe osiem godzin. Soboty i niedziele wolne dla regeneracji sił i „pobycia” z rodziną. A jeżeli w niedzielę trzeba popracować, to zgodnie z przepisami prawa pracy pracownikowi należy się dodatkowy dzień wolny w ciągu tygodnia albo wypłata za nadgodziny. Każdemu pracownikowi – dziennikarzowi także.

Korzystajmy już teraz (nawet bez związków zawodowych) z możliwości egzekwowania swoich praw do pracy w określonym czasie! Jeżeli pracodawca zmusza Cię do tyrania 24 godziny na dobę świątek piątek i w niedzielę – zgłoś to do Państwowej Inspekcji Pracy! Inspektor musi przyjąć Twoje zawiadomienie i wszcząć postępowanie. Anonimy nie mają sensu – nie będą rozpatrywane. Można zastrzec swoje dane, wtedy nie pozna ich pracodawca. Inspektor ma obowiązek prawny ochrony danych osoby zgłaszającej problem (relacja podobna, jak w sytuacji dziennikarz – informator). Warto pomyśleć o tym dzisiaj, żeby jutro nie żałować…

Dawid

Luty 10 2010

Dziennikarz jak kartka legitymacji?

Taggi : , , , , ,

kartkaPozwolę sobie nawiązać do opublikowanych ostatnio filmowych materiałów Pawła Znyka, które miały atakować red. Ziomeckiego (chodzi o linki z poprzedniego odcinka). Miały, bo tak naprawdę moim zdaniem zaatakowały autora (autorów?). Kiepski materiał, tendencyjny, pozbawiony merytorycznego przesłania. A jeżeli takie przesłanie było, to utonęło w ogólnym chaosie. Rozczarowanie – bo poprzednie filmy dotyczące działań TVN były o niebo lepsze.

W tym ostatnim filmie roi się od chwytów, które Paweł Znyk zarzucał TVN. Tabliczka z nazwą wydziału karnego, odczytanie nazwisk oskarżanych dziennikarzy – odbiorca ma zrozumieć, że oto widzi przed sobą przestępców. To dlatego tytuł Marionetki Roku przekazywany jest Mariuszowi Ziomeckiemu właśnie w sądzie, a nie np. w redakcji Superaka. Wezwanych strażników kamera pokazuje z żabiej perspektywy – wrażenie brutalnej wszechwładzy, blokującej pytania do red. Ziomeckiego.

Kolejna sprawa – dziennikarz rozmawiający z przedstawicielami Super Expressu zadaje mało profesjonalne pytania. Bardziej jest to zaczepka obliczona na nierozważne słowo osoby atakowanej. Kiedy takie słowa padają (o gnojku, o daniu pięścią w twarz itd.), podkręca ich wydźwięk w kolejnym pytaniu potwierdzającym.

Domyślam się, że podstawowym chwytem miało być przesłanie: wy w Superaku robicie tak samo – jak się teraz czujecie? Tyle, że ta teza jest słaba – bo brakuje jakichkolwiek zarzutów merytorycznych wobec ludzi z SE. Oni stoją na korytarzu sądowym. I to wszystko. Może ostałaby się ta teza w zestawieniu z analogicznym materiałem w wykonaniu superexpressowym, atakującym kogoś „za darmo”. Tu pada kompletnie.

Zapyta ktoś – po co w takim razie puszczaliśmy te linki? Film jest kontrowersyjny i może wywołać dyskusję o różnych sprawach. A to wartość sama w sobie. Poza tym na naszej stronie – na platformie wolności – nie ma obowiązku zgadzania się z czyimiś przekonaniami. Jak napisał Wolter: Nie zgadzam się z Pańskimi poglądami, ale oddam życie, aby mógł je Pan głosić. Ja teraz też nie twierdzę, że ostatni film Pawła Znyka jest słaby – tylko moim zdaniem tak właśnie jest.

Tyle w kwestii mojej subiektywnej oceny. Jest jednak w tym filmie rzecz, na którą zwróciłem baczniejszą uwagę. Atakowana przez dziennikarza (?) osoba sprowadza całą istotę dziennikarstwa do żądania okazania legitymacji prasowej. Wobec braku takiego dokumentu odmawia komentarza. Ma oczywiście prawo do takiego kroku.

Czy legitymacja prasowa jest rzeczywiście papierkiem lakmusowym dziennikarstwa? Wątpię. Wystarczy otworzyć portal internetowy, zarejestrować go i można produkować tony takich świstków. Legitymację prasową dostanie wtedy każdy, kto wyrazi chęć jej otrzymania.

Podobnie rzecz się ma w redakcjach w obecnym stadium rozwoju (kryzysowego). Legitymację prasową otrzyma ten, kto najbardziej odpowiada obecnym tendencjom w mediach. Nie ten doświadczony, znający fach – ten tańszy.

Myślę, że brakuje nam odpowiedniej definicji dziennikarza, określenia ram zawodu. Pełna otwartość na dopływ „świeżej krwi” sprawiła, że nasz zawód mocno podupadł. Niekoniecznie trzeba skończyć studia, aby zostać Panem Redaktorem. Niekoniecznie trzeba orientować się w Prawie Prasowym. Nikt nikogo niue zmusza do przestrzegania jednego z wielu Kodeksów Etycznych.

To absurd, że jest możliwa taka sytuacja: jednego dnia młodziutka osóbka wkracza do redakcji, drugiego dnia już hasa w polowaniu na tematy, z legitymacją prasową w dłoni. Jak małpa z brzytwą.

Pytanie, czy komukolwiek zależy dziś na uregulowaniu statusu dziennikarza, na określeniu ram zawodu? Prasie bulwarowej typu Fakt czy Super Express na pewno nie – bo może dotychczasowi dziennikarze staliby się zwykłymi pracownikami mediów. Gazetom i czasopismom bardziej ambitnym też nie – bo może w nowym gorsecie nie mieściłyby się niektóre zagrania, stosowane przez te media pod publiczkę. Ustawodawcom (politykom) nie w smak zadzierać z mediami, bo w świadomości wyborców istnieją przecież tylko dzięki tym mediom.

W tych warunkach na rzeczywistym samookreśleniu się dziennikarzy może zależeć tylko związkom zawodowym, a te w praktyce w naszym zawodzie nie istnieją. Kółko się zamyka. Legitymacja prasowa nadal pozostaje zwykłą kartką zadrukowanego papieru.

Dawid

Styczeń 29 2010

Rusza platforma wolności!

Taggi : , , , ,

pandaZ przyjemnością oznajmiam, że na naszej stronie powoli rusza planowana od dawna platforma wolności. Teraz swoje teksty będzie tu zamieszczał nie tylko Dawid – także bloger Antypresse Polska, AntyTVN i Fiatowiec. Czekamy na kolejnych, którzy chcą pisać o polskich mediach wprost, bez cenzury, polityki czy zbędnej zajadłości. Rzeczowo i na temat. Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo (kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym padaniem). Zgłoszenia na adres antyfakt@gmail.com. Na stronie czekamy też na teksty dziennikarskie, które nie ukazały się z powodu cenzury w rodzimych redakcjach. Tu będzie dla nich miejsce. Wszystko na adres antyfakt@gmail.com. Kolejna sprawa – ścieżka szybkiego sprostowania. Osoby zaatakowane przez media mogą u nas znaleźć miejsce ukazania ich prawdy. Bez czekania wiele lat w sądzie na wyrok, bez błagania redakcji o sprostowanie. Zasada jest prosta – opisana osoba przesyła linki do artykułu, który jej zdaniem przedstawił nieprawdę. Przesyła też swój opis zdarzeń, swoją „wersję prawdy”. My zestawiamy to na stronie bez komentarza. Ocenę pozostawiamy Odbiorcom. Czekamy na zgłoszenia pod adresem antyfakt@gmail.com. Tu znajdziecie niezbędniki – jak zakładać związki zawodowe, jak reagować na mobbing czy molestowanie w pracy, oferty pracy w mediach(dam pracę/szukam pracy zamieszczamy bezpłatnie po zgłoszeniu na adres antyfakt@gmail.com) itd. Stopniowo będziemy zmieniać szatę graficzną i dostosowywać ją do tych założeń. Dawid PS – Dziś debiut Wajchy z blogu Fiatowca w nowej formule:

Pisanina o Solidarności z Fiata na zlecenie???

Kłamliwy artykuł zamieszczony na Interia.pl pt. „Fiat. Głupota to, czy sabotaż?” obnaża jakość polskiego dziennikarstwa. Portal Interia już nie pierwszy raz pokazuje jak w wielkiej pogardzie ma pracowników, szczególnie gdy sprawa dotyczy fabryki Fiata w Tychach.

W tej kłamliwej publikacji czytamy – „Sześć działających w tyskiej fabryce Fiata związków zawodowych wysłało list do centrali w Turynie, domagając się spotkania z prezesem Sergio Marchionne w sprawie losów pandy, której następna wersja, jak wieść głosi, ma być przeniesiona do Włoch.” Szanowni Państwo przecież te kolaboracyjne związki zawodowe napisały pismo do prezesa dopiero w styczniu, a Solidarność do władz koncernu wystąpiła w specjalnym piśmie już w październiku ubr. tylko o tym już nikt nie pamięta. Marchionne ma daleko w nosie pracowników i związki zawodowe, bo będąc w ubiegłym tygodniu w Polsce oraz w Tychach nie zamienił ze związkowcami ani słowa. Następnie autor artykułu pisze: „Pod listem nie podpisała się zakładowa “Solidarność”, która najwyraźniej uznała, że nie ma co przejmować się przyszłością, ważniejsza jest teraźniejszość, i zażądała dla załogi podwyżki płac. O 650 zł na głowę. Głupota to, czy sabotaż? Tanie wina są dobre, bo są dobre i tanie. Podobnie z fabrykami samochodów. Ta w Tychach uchodzi za jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą w całym koncernie. Dlaczego? Wydajność, jakość… Owszem, ale i jedno, i drugie zależy przede wszystkim od organizacji pracy i nadzoru. Wszędzie, więc zapewne również we włoskich zakładach Fiata, można je podnieść na wyższy poziom paroma decyzjami i zaostrzeniem dyscypliny. Dla Sergio Marchionne, uchodzącego za doskonałego menedżera i fanatyka walki o jakość, takie zadanie to bułka z masłem. Dzisiaj zatem Tychy są pod tym względem lepsze od siostrzanych fabryk w Italii, jutro mogą być tylko… nie gorsze. Jednego jednak prezesowi Fiata zrobić się nie uda – obniżyć zarobków włoskich robotników. A największym atutem Tychów, jak wszystkich krajowych filii zagranicznych przedsiębiorstw, są relatywnie niskie koszty produkcji, wynikłe m.in. właśnie z niższych niż w zachodniej Europie płac pracowników. Żądanie podwyżki, akurat teraz, osłabia podstawowy argument w ewentualnych dyskusjach na temat przyszłości pandy. Typowy strzał w kolano.” Czytając portal Interii trudno przejść obojętnie obok fragmentu tekstu i nie skomentować steku bzdur tam zawartych, bo takie pisanie to zwykła populzm i bicie piany oraz napędzanie strachu załodze. Pracownicy dobrze wiedzą, że kultura produkcyjna to nie jest pstryknięcie palcami Sergia, a do poziomu jakościowego na jaki my wyszliśmy potrzeba czasu – nawet kilku lat i wielkiego zaangażowania całej załogi. Więc samym rygorem i chęciami piekło jest wybrukowane, a spełnić oczekiwania szefa z Turynu nie będzie tak łatwo. Co do kosztów produkcji to już jest jawna kpina, bo w Polsce są one o kilkaset euro niższe, a w dodatku Fiat do produkcji samochodów w niektórych włoskich fabrykach dopłaca po 1000 euro, a więc o jakiej ekonomii mówimy. Więc obawy autora są płonne i nie poparte żadnymi faktami. W podsumowaniu tekstu na portalu czytamy – „Wcale się nie zdziwimy, jeżeli szefowie Fiata spełnią postulaty tyskiej “Solidarności”, a następnie – uzasadniając ten krok przewidywanym pogorszeniem wyników ekonomicznych zakładów w Tychach – przeniesie produkcję pandy do Włoch, zwalniając połowę swojej załogi w Polsce.” Artykuł napisany na zlecenie …? Pytanie tylko czyje? Nie może być zgody na takie stawianie sprawy przez portal Interia.pl, bo pracownicy Fiat Auto Poland w czasach FSM słyszeli kasy nie dostaniecie, bo rozbudowujemy fabrykę. Po przejęciu fabryki za symboliczną złotówkę (na co wskazują dobitnie protokoły z kontroli prywatyzacji prowadzonej przez NIK 1999 roku) obiecywano załodze, że zarobki zostaną zrównane z włoskimi robotnikami. Takimi obietnicami uspokojono załogę całe lata, by w kolejnych okresach negocjacyjnych mamić nas obietnicami – teraz inwestujemy w rozwój zakładu musicie to zrozumieć, ale zrobimy jeden skok podwyżkowy z pensjami w latach następnych i wasze płace zrównamy do włoskich. My tak czekamy i czekamy z roku na rok, ale teraz już załoga ma dość czekania, bo w ubiegłym roku tłumaczono nam, że jest kryzys i stoi u naszych bram dlatego musimy pracować po 7 dni w tygodniu (w marcu ubr. Interia też się popisała i List otwarty załogi opublikowała by go po 2 godzinach usunąć go z portalu) , a na podwyżki nie ma szans. Dla tego już w październiku ubr. Solidarność wdrożyła w życie spór zbiorowy z pracodawcą zgodnie z ustawą o rozwiązywania sporów zbiorowych. „S” pozamykała wspólne wystąpienia sygnowane wraz ze sprzedajnymi związkami do dyrekcji FAP i teraz prowadzi samotną walkę o podwyżki. Na ruchy płacowe przyszła najwyższa pora, walczymy wspólnie nie tylko o kasę ale również o przestrzeganie prawa pracy i swobód obywatelskich nagminnie łamanych w fabryce przez kadrę menadżerską oraz kierowniczą. Wajcha

Grudzień 31 2009

Tego życzymy Wydawcom…

Taggi : , , , , ,

sylwester2010Z okazji zbliżającego się Roku 2010 życzymy nam wszystkim szacunku do siebie nawzajem, do swojej pracy, do swoich czytelników. Niech ten rok będzie lepszy od poprzedniego. Niech nam wszystkim przyniesie mnóstwo powodów do zadowolenia – z siebie, z działań zwierzchników, ze zmieniającej się na normalniejszą sytuacji dziennikarzy w Polsce. Dla Wydawców mamy prezent specjalny, nadesłany przez “55”. Dla Wydawców to prezent, dla nas – jedyna szansa…

Dawid i przyjaciele

Jak się bronić wobec wykorzystywania wydawców?
Wystarczy spojrzeć na wzorce z zachodu: jedyna sensowa odpowiedź, to związki zawodowe.
Owszem, wobec trudnej sytuacji wydawniczej tamci dziennikarze i fotografowie także dostają bęcki, ale mimo wszystko wydawcy liczą się z ich siłą. Choć w Polce trudno w to uwierzyć, są europejskie kraje, gdzie stawki za artykuły czy zdjęcia są godziwe, poniżej pewnego minimum zejść nie można.
Dlaczego zatem u nas nie jest o możliwe? Cóż, płacimy za historię i za skutki transformacji. Wielu młodym, prężnym, młodym gniewnym, a to jest siła robocza wielu redakcji, związki wydają się jakimś komunistycznym reliktem…
Tak jednak nie musi być.
Trzeba tylko kilku kwestii pilnować. Ważne jest aby związku nie założył jakiś cwany leser, bo zapłacą za to wszyscy. Związek nie ma służyć do tego, by się dekować od roboty, tylko by nie pozwalać krzywdzić pracowników.
W Fakcie nikt o związkach nie pomyślał. A szkoda.

Koleżanki i koledzy z Axla – gorąco was namawiam, razem możecie być silniejsi. Pomyślcie, czy nie warto założyć związku u siebie.
Pomyślcie o swoich prawach, swoich pieniądzach, emeryturach, których się Was pozbawia zatrudniając na ryczałtach. Obcina się wam wierszówki. Z silnym związkiem możecie więcej.

Jednak nie dajcie się cwaniakom wpuścić w maliny. Przykład cwaniactwa w związkach to historia starego superexpressu. Związki były dwa:
Pierwszy chyba OPZZ albo cos takiego. Założony przez Mirę Suchodolską w Katowicach.
Mira Suchodolska, kobieta z charakteru ostra i nieustępliwa, na szefową związków nadawała się świetnie. Związek jednak nienazwiązkował za dużo. W zasadzie po założeniu było o nim cicho, a potem Suchodolska dostała desant do Warszawki i wynajęte na koszt redakcji duże służbowe mieszkanie. Sprowadziła się tu wraz z rodziną, synem i partnerem fotografem Mirkiem Noworytą, który także dostał zatrudnienie w Warszawie. Suchodolska była reporterką Weekendu, piątkowego magazynu superaka, a potem zajmowała stanowiska redaktorskie i chyba nawet z czasem została kierowniczką czegoś tam.
Prawda, że ślicznie?
Drugi związek Solidarność, zakładał wspomniany już na tym blogu niejaki Dariusz Rostkowski. Dokooptował sobie śp. Bogdana Maciejewskiego i żonę Jacka Kuronia, Danutę Kuroń, która była redaktorką Weekendu. Kuroniowa była tutaj figurą mityczno-symboliczną, ale wszystko organizował Rostkowski. Przychodził do nas do krajowego i do warszawskiego i namawiał, ogłoszenia wieszał…
Gdy związek wystartował, z czasem założyciele stali się nietykalni, o związku zrobiło się cicho. Rostkowski miał miłą pensję i od czasu do czasu mógł zabumelować, (robił to potem nawet jako szef warszawskiego) z tego był znany, Maciejewski miał parasol do swojej emerytury, co było priorytetem, Kuroniowa czuła się przyzwoicie, i taki to był związek. Niedługo potem ona zresztą odeszła gdzie indziej.
Potem już nikt nie próbował, a luzie uwierzyli, że są od tego, by być trzymanymi za mordę.
Tak jednak nie jest.
Pierwsze co możemy zrobić, dla naszego wspólnego dobra, niezależnie gdzie pracujemy, to popracować nad mentalną zmianą dotyczącą myślenia o związkach. Dobrze byłoby zatem sięgnąć do przykładów z zachodu, nieskażonych komuną.
Możemy podawać takie wzorce, rozmowy, wywiady…
Jeśli ludzie z faka uwierzą, że mogą założyć sensowny związek i zrobią to, wówczas będzie w redakcji/wydawnictwie siła zdolna przemocy postawić kontrę.

Drugą rzecz, którą warto zrobić, to opublikować w zakładce przepisy pracownicze i adresy, gdzie zgłaszać mobbing, przemoc, molestowanie, jakie są przepisy, co może PIP – dac taki poradnik.
Pozdrawiam, uczy do góry, będzie dobrze!

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ